Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Głównie chyba o czasie

Nocka za oknem. Może znów kładzie glazurę na świat? Auto o poranku wyglądało jak uroczo (bo grubo) pokryty lukrem pączek. Niestety ulice też. Poślizg przy prędkości pięć kilometrów na godzinę, nie był co prawda jakiś super szczególnie niebezpieczny, lecz dość dobitnie pokazał mi, że droga do pracy to będzie bój. Wyszłam z niego zwycięsko. Jak widać.
Kot mnie grzeje w nogi. Wiecie, że zazdrosna Kot potrafi podgryzać palce skaczące po klawiaturze? Jej pazury pieszczą moje uda. Nie mam jakoś sumienia narażać jej na stres obcinania.

Z wieści, to PEP awansował do PP (czyli przyszły pracodawca), oczywiście jeśli przez najbliższe dziesięć dni nie zmieni zdania. Mam nadzieję, że nie. Maleńkie stoliczki i jeszcze mniejsze krzesełka i kolorowe szafeczki i dywanik i książeczki, mnie rozmarzyły. Chcę pracować w przedszkolu! Kiedyś zawsze chciałam.

Ponadto opracowałam plan na każdy dzień i go sobie realizuję, nie do końca się jeszcze wkręciłam ale się staram. Plan wygląda tak:
Codziennie 750 słów.
Codziennie godzina czytania.
Codziennie jedna zabawka zrobiona do przyszłej pracy.
Codziennie jeden odcinek serialu na który mam ochotę od dawna (a trochę się już tego nazbierało).
I wiecie co? Wychodzi na to, że to jednak jest pamiętnik ;)

Tykanie zegara uporczywie odzywa się echem w mojej głowie. Nie znoszę tego matematycznie wyważonego dźwięku. Zdaje się z niecierpliwością odmierzać czas jaki jeszcze mi pozostał. Próbowałem go chować. Tłamsić. Jednak każda podjęta przeze mnie akcja kończyła się jednakim niepowodzeniem. Położony na dnie szafy, przysłonięty stosem zimowych ubrań, ułożony na półce w lodówce. Zawsze tak samo żywy i uparty. Zegar. Stróż czasu. Wiele razy pchany desperacją chwytałem go w dłonie, ściskając kurczowo palce. Wiele razy unosiłem ramię, przez ułamek sekundy zdolny do rozbicia delikatnego mechanizmu o twarde kafle podłogi. Nic z tego. Coś mieszkającego w moim wnętrzu nieodmiennie mnie powstrzymywało. Za każdym razem skurcz strachu dławił serce, blokował mięśnie. Co jeśli wraz ze śmiercią zębatek, zakończy się moje istnienie?

Waham się znów. Czy czas lepiej przez palce przepuszczać, czy lepiej go wyciskać niczym cytrynę, aż nic nie zostanie tylko skórka sucha i zmięta? Czy po takim wyciśniętym czasie zostaje aromat tak silny jak w cytrynowej skórce? Ile potrwa? Na ile dusz wywrze wpływ?
Czy to co robię teraz siedząc i pisząc słowa bez celu żadnego, dla samej radości ich pisania i może trochę dla radosnej myśli, że ktoś się nad nimi zatrzyma i pochyli może przez moment, czy to jest właśnie przepuszczanie czasu przez palce? Czy jednak tego czasu wyciskanie?

Nie robię nic wielkiego. Ot, napisałam kolejną szantę, bo poniedziałek jest najwyraźniej dniem do pisania szant. Ot, ktoś na forum rodziców dzieci niepełnosprawnych nazwał mnie super panią Anią od wzroku. Ot dziś po raz kolejny poczułam, że zrozumienie co mówi wiatr szepczący mi do ucha łagodną pieśń o zmianach dotarł do mnie w najlepszym możliwym momencie. Jest we mnie ekscytacja przemieszana z lękiem. Jest poczucie kierowania swoim życiem i jednoczesnego puszczenia steru na falę. Biorę co czas przynosi. Z każdym tyknięciem upartego sekundnika. Nie przebieram, nie marudzę. Bo tak postanowiłam. Bo mogę.

Ciepło bijące z niewielkiego ciałka przygniatającego moją dłoń, prawie parzy. Nie mogę dłoni zabrać. Ostre pazurki, wbijają się ostrzegawczo w wierzchnią warstwę skóry. Moje bezwolne posłuszeństwo jest jednak nagradzane. Przeciągłe rozkoszne mruczenie podobne do odległego buczenia silników diesla, jest tylko moje. Dla mnie. Nie muszę się nim z nikim dzielić. Mokry nos trąca policzek. Jego właścicielka nie należy do cierpliwych. Odpowiedzią na brak natychmiastowej reakcji jest delikatne póki co trącanie łapką. Trudno być nadal obojętnym, gdy tak poważne środki perswazji, dotykają twarzy. Wyciągam na wpół przytomnie rękę. Drugą, nie tą, która ciągle stanowi poduszkę, przygnieciona połową Kot. Głaszczę, przesuwam palce po pachnącym roztoczami futrze. Mruczenie osiąga głośność silników boeinga przed startem. Możemy już zasnąć z powrotem. Zegar wybił trzecią nad ranem. Moja część Ziemi, powoli zastanawia się nad przebudzeniem. Zbliża się psia wachta. Czas rwanych snów. Zaplątanych wspomnień. Czas rozwiązań, które po przebudzeniu stają się jedynie mgłą niejasnych wrażeń. Mój ulubiony czas. Czas przedświtu, czas graniczny. Czas kiedy wolno wszystko, kiedy jestem każdym, czas, z którego nikt mnie nie wygoni. Nie ważne ile z niego zapamiętam. Liczy się ułuda smaku na czubku języka.

Nie zadzwoniłam dziś do Mamy. A przecież ma dziś swoje święto. Jest Babcią już prawie dwa lata. Nowy dowód na czas, że mija, że płynie, że znika. To już rok, jak zachwycałam się Bratanicą i jej pierwszym rokiem. Za chwilę skończy dwa. Za każdym razem gdy ją widzę czymś mnie zaskakuje. Patrzy wielkimi niebieskimi oczami i woła na mnie ciocia. Niby nic. Niby mnóstwo dzieci tak na mnie woła. Jednak to Ciocia jest jakieś specjalne. Jedyne.

Wyrzut sumienia. Powinnam jeszcze jeden punkt dopisać do listy:
Codziennie choć ułamek kontaktu z bliskimi.

6 komentarzy:

  1. Gratuluję wymarzonej pracy! To musi być cudowne :)
    A ja mam Bratanicę mojego Mężczyzny. Rozczula mnie, kiedy wyciąga ręce do swojej cioci, wtula się i czuję, że ma do mnie bezgraniczne zaufanie. Dobrze jest tak czuć. Takie samo bezgraniczne zaufanie do mnie czuję, kiedy kot przybłęda postanowi zasnąć na fotelu w moim pokoju.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wymarzona, to nie wiem, raczej sama przypełzła ;)
      Zobaczymy jak będzie. Drżę z niecierpliwości i nieco z lęku też.

      Usuń
  2. ale żeby być babcią, wcześniej trzeba zostać mamą :)))nasumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hym... No skoro moja Mama jest tą Babcią, to chyba logiczne, że była/jest/będzie Mamą ;)

      Usuń
    2. ale.... ja... przecież... z babcią jeszcze nie... bloguje my :)))nas

      Usuń
  3. Magia skrzypi przy zetknięciu pióra z pergaminem, gdy artysta tworzy. Atrament buduje światy, burzy je, jednym przekreśleniem słów zmienia rzeczywistość. Ten czar nie może zniknąć.
    Artefakty to forum dla osób piszących zarówno prozę, poezję i dramat. Z otwartymi ramionami przyjmiemy do swojego grona każdego, zwłaszcza, jeżeli docenia dobrą literaturę czy tworzy swoje własne światy za pomocą słów.
    Serdecznie zapraszamy.
    Forum Literackie Artefakty.

    OdpowiedzUsuń