Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Na dobry początek



Skoro to pierwszy wpis, to czy powinnam zacząć od prostego – „Witajcie!”?

Nie wiem. Lecz pewno nigdy nie zaszkodzi się przywitać, zatem witajcie, którzy tu wchodzicie, spotkać się ze mną poprzez słowa.


Na początek mam do wyartykułowania bardzo prostą prawdę – jeśli masz duuuużo dni wolnego i wydaje ci się, że nie wiadomo czego dokonasz, ogarniesz się z obowiązkami i z przyjemnościami i na dodatek napiszesz pełno słów kończąc, to, na zakończenie czego sam czekasz najbardziej, to pamiętaj: to są złudzenia. Piękne, ambitne, godne początku tych dłuuuugich wolnych dni. Złudzenia weryfikowane przez ostatni z nich.

Od początku zatem.

Pracy nie znalazłam. No. Wysłałam CV, czekam na odzew, albo na kopa żeby się samej odezwać. Chęci są z obydwu stron, tylko komunikacja póki co kuleje. Zatem właściwie, chyba ani na plus, ani na minus.

Opinii pożegnalnych o aktualnych wychowankach nie napisałam. Napisałam cztery. Czyli jakieś dwadzieścia procent. Na dodatek tak naprawdę dopiero wczoraj. Presja ostatniego dnia ma swoją moc.

„Nieba ze stali” nie przeczytałam. Za późno chwytam książkę. Leży na oparciu łóżeczka i zaraz jak zaczynam to ktoś mi gasi światło. NIE jest nudna. Po prostu moja głowa jest tak pełna innych spraw, że treść czytana się z trudem dobija. Z czterech wydruków zaludniających parapet przeczytałam jeden. Za to dorobiłam się kolejnych książek, które muszę, które już teraz trzeba, bez przeczytania których moje życie będzie ciemniejsze. I jeszcze większej ilości tych, które dopiero muszę zdobyć. Zaczynam rozumieć, po co istnieje życie wieczne. Jeśli ktoś pragnie zrobić projekt mojego nieba, to poproszę bibliotekę. Z długimi drabinami na kółkach.

Smoczej Kropli nie skończyłam. Pisałam codziennie ale nie skończyłam. Zdecydowanie nie jestem sprinterką. Zdania rodzą się powoli. Za to przynajmniej mam uczucie, że są takie jak miały być. Albo prawie takie.

Podsumowując. Przepuściłam przez palce całkiem ładny kawałek czasu, a teraz siedzę i patrzę jak sypie śnieg. Drobny i uparty. Nieco mokry, a jednak nie ginie od razu w zetknięciu z ziemią. Otula ją powoli i delikatnie.

Nie mogę się oprzeć myślom o kręgach na wodzie. O małym kamyku wzbudzającym tsunami. Gdybym nie kliknęła w nazwisko Lewandowski, wydające mi się znajomym, nie wiedziałabym o Zielonej Górze, gdybym nie wiedziała o Zielonej Górze, nie napisałabym Manifestu, gdybym nie napisała Manifestu, siłą rzeczy nie znalazłby się w antologii, gdyby nie znalazł się w antologii, nie przeczytałaby go Fraa, gdyby nie przeczytała go Fraa, nie napisałaby o nim na swoim blogu, gdyby nie napisała na swoim blogu, nie odezwałabym się do niej, bo skąd miałabym o niej wiedzieć, gdybym się nie odezwała, ona nie powiedziałaby mi o NaNo, gdyby mi nie powiedziała, nie wiedziałabym o nim, gdybym nie wiedziała o NaNo, nie wzięłabym w nim udziału, a gdybym nie wzięła w nim udziału, to jestem więcej jak pewna, że ten pomysł, który rozrósł się już do 70K słów i wcale nie zamierza zwalniać, nigdy by się nie urodził. Lecz miał się urodzić i dlatego pan Maciej Lewandowski tknięty przez jakiś rozchodzący się właśnie skądinąd krąg napisał na swoim blogu o zielonogórskim konkursie, a ja pełna grafomańskiej idiotycznej pewności siebie, wzięłam w nim udział. Nie chodzi tu o taką pewność siebie, gdy się myśli, no co, ja nie napiszę, przecież ja fantastycznie piszę, jestem najlepsza i w ogóle. Nie, chodzi o taką małą, zawstydzoną pewność siebie, która się rodzi pod wpływem delikatnych ukłuć z gatunku spróbuj, no spróbuj, kiedy chcesz spróbować? Ta pewność siebie jest bardzo słaba i strasznie łatwo ją zdmuchnąć. Jednak ponieważ pomysł miał się urodzić, więc jednak nic jej nie zdmuchnęło. Można by rzec, że na całe szczęście chętnych do stanięcia w szranki konkursowe nie było zbyt wielu i tak oto rozszedł się kolejny krąg. Nie mam pojęcia co zrobię ze Smoczą Kroplą, gdy już ją napiszę. A najpierw jeśli ją napiszę. Jasne, że wiem o czym marzę. Ale marzenia, to nie działanie. Przed działaniem bronią człowieka takie sprawy jak lenistwo, wstyd, brak wiary w celowość, brak wiary w siebie również, a może przede wszystkim, lęk przed porażką i wcale chyba nie mniejszy lęk przed przeciwieństwem porażki. Działanie niesie za sobą ryzyko utraty. Stąd zapewne ci wszyscy emocjonalni obrońcy, których wymieniłam. Co można stracić? Pole do marzeń i nadziejnej niepewności. Może być, że dla kogoś utrata powyższych nie ma znaczenia, albo nawet wydaje się być nieco naciąganym kosztem. Dla mnie to są siły napędowe. 

Wciąż sypie. Bardziej i bardziej. Drzewa ubiera. Może jeszcze Bratanica nacieszy się sankami, bo na razie to może co najwyżej próbować je ciągnąć z pokoju do pokoju.


Mam w sobie tyle emocji. Puchną, bąbelkują, domagają się uwolnienia. Wstydzę się ich nieco. Chciałabym być na co dzień bardziej opanowana. Żeby było we mnie, ale żeby nie było wokół mnie. Tajemniczość mi się śni. Umiejętność milczenia chciałabym rozwinąć. Gryzienia się w język tam gdzie trzeba. Czy to jest jeszcze realne? Warte postanowienia noworocznego? Mogłabym mieć jakieś. Mniej mówić, więcej słuchać. Brzmi nieźle. Nawet już  zrobiłam sobie taki jakby test. Pisemny, lecz to akurat znak naszych IT czasów. Nie było łatwo, ale się udało. Zobaczymy.

A jeśli już o słuchaniu, to nie mogę już trzeci dzień przestać słuchać soudtracka do Jak wytresować smoka. Pomijając fakt, że to moja ulubiona bajka/film/wizja koegzystencji smoków i ludzi, to muzyka jest naprawdę epicka. Oficjalnie dziękuję Dorocie za zrobienie mi z mózgu sieczki za jej pomocą.

A jeśli już o zrobieniu sieczki z mózgu to idę dziś na Hobbita w wersji 3D. Do IMAXa. IMAXu? IMAXa? Oficjalnie wzruszam ramionami na temat jak to odmienić i czy w ogóle. Coś czuję, że po seansie będę musiała znaleźć sobie jakieś antidotum. Jestem podekscytowana, i się boję, i na 3D różnie bywa, bo jak z Beowulfem leciałam smokiem, to omal nie zwróciłam posiłku i tak najbardziej to co oni tam nawyrabiali? i czy ja to zniosę i jeszcze - czemu mam czekać na Smauga cały długi jak nieszczęście rok? 

Wrażenia następnym razem. Chyba.



7 komentarzy:

  1. Nie powstrzymam ciekawości - co hmm? Do którego konkretnie fragmentu hmm, a jeśli do całości, to też chcę wiedzieć, co za nim stoi.

    OdpowiedzUsuń
  2. mam wrażenie, że robisz coś, co Cię nie cieszy, hm... nas

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, to prawda. Znalazłam coś co mnie po prostu niemożliwie kręci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. w którą stronę ...? :)nas

    OdpowiedzUsuń
  5. Och - w każdą, jak wir w rwącej rzece :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oby Cię nie wciągło...rzucić Ci koło? :)nas

      Usuń