Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

poniedziałek, 28 stycznia 2013

O czekoladzie, której nie będzie

Dzień gorącej czekolady.
I zupy z dyni.
Zupa ma kolor niczym słońce i aksamitny połysk. Jest słodka. Imbirowa.
Nie jadłam jej dziś. Zaplanowałam jej dzisiejsze zjedzenie wczoraj i dlatego ją ugotowałam. Szybciutko się ją gotuje. Bez wysiłku. Największy problem, to boczek krojony w kostkę niewielką i smażony prawie do skwarków, ale tylko prawie. Sama zupa to błysk. Jak klaśnięcie – ot nieco dyni w dużych kostkach, usmażone na maśle mieszanym z olejem, parę plasterków imbiru, dwa ząbki czosnku i rosół. Tyle by zalać usmażoną dynię. Jak się zacznie rozpadać to blender rusza do akcji i gotowe. Z boczkiem gorzej, bo nóż dziwnie tępy jakoś zawsze przy boczku się robi. Jednak też się udało.
Zupa jak słońce czeka w lodówce. Zapomniałam o niej? Ochoty brak?
Gorącej czekolady też nie będzie. Nie umiem racjonalnie wyjaśnić dlaczego. Może mam ochotę na porcję chandry? Może nadszedł czas lęku i rozliczeń? Jeszcze trzy dni robocze i zmiana. Dziesięć lat poświęconych jednemu miejscu, jednej sprawie, to dużo. Sześć lat beztroski, osiem lat podstawówki, cztery lata liceum, pięć lat studiów i dziesięć lat pracy.


Stąpa ostrożnie po warstwie lodu pokrywającej ukryty wśród wysokich drzew staw. Lód nie jest lodem środka zimy, którego od tygodni nie dotknął słoneczny promień. Jest za to idealnie przezroczysty. Gdy ugina się pod jej krokami, cichutkim skrzypieniem komunikując swój wysiłek, dziewczyna może obserwować przelewającą się pod nim równie przezroczystą wodę. Obecne pomiędzy warstwami bańki powietrza, przybierają wydłużone kształty, hipnotyzują. Czemu zdecydowała się na tę niebezpieczną wędrówkę? Mogła pójść naokoło, mogła mijać smukłe pnie drzew, mogła podziwiać z daleka grę światła, przenikającego ich korony, na szklistej tafli. Mogła się delektować dotykiem wiosny, którą doskonale czuć wokoło. Zamiast tego, wpatruje się w czubki swych butów, zza których wyłania się otchłań, która może ją w każdej chwili pochłonąć. Jej ruchy są sztywne, nie współgrają z lekkością lodowej powłoki. Złości ją ta niezgrabność, na przekór lękowi, chciałaby tańczyć.

Cóż z tego, że spadnę, myśli, jeśli już musi się to stać, niech stanie się na moich warunkach.

A jednak ciało się broni, nie poddaje się woli obecnej w rozumie, a może prędzej w sercu. Za wszelką cenę chce dotrzeć na drugą stronę. Im bliżej środka falującej coraz wyraźniej płaszczyzny, tym trudniej jej zmusić nogi do wysiłku. Pojedyncze promienie, posyłają błyski w kierunku stawu. Dla niej są jak noże tnące lukier na torcie. Na przekór stopom i ich drżeniu, uśmiecha się. Chciała tu być. Więc jest. Podnosi głowę, poza splątanymi koronami drzew próbuje dostrzec niebo. Wyciąga ku niemu ręce. Wciąga powietrze, napełniając nim obficie płuca. Uśmiecha się szerzej. Delikatnie ugina nogi w kolanach, napina mięśnie ud i łydek. Wybija się na palcach i skacze. Krzyk, który niesie się poprzez otaczający staw las, niesie w sobie radość.


Z wiadomości – jeśli chodzi o plan, to realizuję punkt o pisaniu i punkt o czytaniu. Pozostałe wymiennie. Ponadto znów kupiłam książki. Przy okazji nabywania prezentu dla Mamy. To jest choroba. Gdybym chociaż od razu zasiadała do czytania. Co to, to nie! Ja na nie patrzę, wącham i odkładam na coraz wyżej się piętrzący stosik, czekających karnie w kolejce dzieł do przeczytania. Potrzeba mi trochę spokojnej wieczności na to czytanie.
Może dziś wyrwę kawałek?

22 komentarze:

  1. Chyba powinnyśmy założy jakiś klub anonimowych zakupoholików książek... doskonale wiem o czym mówisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AK - anonimowi książkoholicy :D Wchodzę w to!

      Usuń
  2. i co tam wyczytałaś...? :)nasumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wyrwałam kawałka...

      Usuń
    2. a to czytając, wyrywasz przeczytane? :)nas

      Usuń
    3. Czas rozszarpuję na kawały, nie książki, oj nie książki...

      Usuń
    4. a jak przeczytasz bibliotekę, to będziesz wiedzieć o czym jest która książka? :)nas

      Usuń
  3. Która warta by wiedzieć, będę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co zrobisz z kupioną resztą? ... będziesz wypożyczać? :)nas

      Usuń
    2. Pożyczam czasem z rzadka i niechętnie. Nawet jeśli w momencie gdy pożyczam, nie mam ochoty czytać drugi raz, to to się potrafi zmienić. A bywa książki nie wracają...

      Usuń
    3. a komu je zapiszesz w spadku, by nie wylądowały na śmietniku ...? :)nas

      Usuń
    4. Jeśli nie będzie innych chętnych, oddam do biblioteki.

      Usuń
    5. biblioteki już likwidują :)nas

      Usuń
    6. To zastrzegę w potwierdzonym u notariusza ręcznie pisanym dokumencie, że mnie mają z nimi spalić po śmierci, razem trafimy sobie tam, gdzie trafić mamy.

      Usuń
    7. tyko żeby się coś nie zajęło :)nas

      Usuń
  4. Adres bloga się zmienił, ale ten cudowny, robiegany styl pozostał. To dobrze, to bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Grzesiu!!!
    Naprawdę się za Tobą stęskniłam!
    Jak dobrze, że wpadłeś mi tu w odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń
  6. No, dzisiaj też przyszedłem, a tutaj cisza, więc jednak coś się zmieniło. Nie będzie juz codziennie? :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrz na podtytuł.
    Tym razem Tygodnik.
    :)
    Przykro mi, że Cię zawiodłam :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zawiodłaś, tylko zmusiłaś do lepszej analizy Twoich tekstów. Bo teraz będzie sobie można spokojnie czytać przez siedem dni jeden tekst i za każdym razem coś nowego odkrywać. Sama wiesz, ile emocji i myśli zawierasz w tym co publikujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Naprawdę chciałoby Ci się to czytać kilka razy?

      Usuń
  9. Ja tylko chciałem przypomnieć, że tydzień już minął.....

    OdpowiedzUsuń