Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

środa, 12 czerwca 2013

Po czasie i jeszcze po

Ciekawe, czy oprócz Dunajcowego, ktoś jeszcze tu zagląda.
Nie piszę, bo jakoś nie czuję żebym miała o czym. Nie mam już w sobie tej zeszłorocznej energii, choć nie znaczy to wcale, że nie piszę w ogóle. Sporo dziwactw mniejszych i większych spływa z moich palców na klawiaturę. Jak wczoraj:



To nie jest tak, że nie próbowałam. Zawsze się próbuje. Chyba. Może lepiej – ja zawsze próbuję. Próbuję mu powiedzieć, że to już ostatni raz. Że nie będę tego więcej tolerować, że nie dam się traktować, jak pierwsza lepsza podfruwajka. Naprawdę próbuję. Otwieram usta, biorę wdech i nic.
Gdy wchodzimy do domu, on nie ściągając butów idzie to kuchni i nastawia wodę. Dopiero potem wraca pod drzwi i pomaga mi zdjąć płaszcz. Zwykle niby przelotnie muska wtedy grzbietem dłoni mój kark. Przechodzi mnie pierwszy dreszcz. Potem sam się rozbiera i biorąc mnie za rękę prowadzi do kuchni. Siadamy przy wąskim stole, nasze kolana spotykają się pod blatem. Przechodzi mnie drugi dreszcz. Czajnik gwiżdże, lubię ten ponaglający dźwięk. Wstaje, odsuwając ze zgrzytem taboret i pyta:
- Dużo cytryny, prawda?
Moja odpowiedź zawsze jest taka sama, więc w kubku nieodmiennie lądują trzy plasterki. To głupie zalewać herbatę wrzuciwszy uprzednio cytrynę i mówię mu to unosząc brwi wysoko.
- Następnym razem ty zrobisz – mówi i oboje wiemy, że nigdy nie dotknę jego czajnika.
Nigdy niczego tutaj nie dotykam. Oprócz blatu i stołka. I oprócz chłodnej pościeli. Ale to później. Teraz piję herbatę o smaku cytrynowej skórki. Tak naprawdę więcej tu goryczy niż czegokolwiek innego i przechodzi mnie trzeci dreszcz. On pije herbatę opierając się biodrem o kuchenną szafkę. Patrzy na mnie, czuję jego wzrok na ustach ostrożnie siorbiących wrzątek, na brodzie, na szyi. Ja na niego nie patrzę. Wiem jak wygląda. Znam kolor jego oczu, kształt nosa, długość włosów. Do szczegółów niezmiennych, dodałam te, które mogłam dziś obserwować w ciemnej szybie tramwaju.
Jestem zrezygnowana. Nie mam w sobie nic z tamtej kobiety, która na niego czekała, wsparta łokciami o twardy kontuar. Nic z tej, która sączyła wódkę zalaną cytryną. Tamta miała w sobie ogień. Zgasił go pierwszym spojrzeniem. Stawiam kubek na blacie, lecz nie wypuszczam go z dłoni. Zaciskam obie na gładkim szkliwie, pochylam głowę nad naparem. Moja twarz pokrywa się rosą. Uśmiecham się, jestem jak łąka o świcie. Czekam.
Podchodzi, słyszę go, choć bose stopy stawia miękko i ostrożnie. Powietrze za mną robi się gęste, ściśnięte między nami cząsteczki rwą się do ucieczki. Czuję jego dłoń. Chwyta moje włosy zebrane na karku prostą klamrą. Odsuwa je na bok, niczym kat, jeśli jakikolwiek kat siliłby się na delikatność. Przełykam ślinę. Przechodzi mnie czwarty dreszcz, gdy całuje mój kark. I nie jest tak, że wiem, jakie są jego usta, czy miękkie, czy twarde, ani nawet czy chłodne, albo ciepłe, czy suche, czy wilgotne. Nie jest tak, bo jedyne co czuję, to serce bijące w przełyku. Próbuję je spłukać śliną, raz za razem i nic. Na drodze jego warg staje kołnierzyk koszuli, słyszę westchnienie i zamykam oczy. Jego palce wędrują do pierwszego guzika, wbijają się w miękkie wgłębienie nad mostkiem. Spazmatycznie chwytam powietrze. Przechodzi mnie piąty dreszcz. Wtedy on mnie podnosi; chwytając za ramiona stawia mnie na nogi. Zgrzyt stołka, trącego o kafelki, szarpie ciszę niczym zardzewiałe ostrze. Otwieram usta, łapię oddech; jest jak ostatni wdech tonącego, któremu los odmówił brzytwy. Napinam mięśnie. Czekam. Całuje mnie w czubek głowy.
Nigdy nie czekam do rana. Wychodzę przed świtem; niczym złodziej skradam się w dół po schodach. Marny złodziej zresztą, żaden łup nie obciąża kieszeni mojego płaszcza. Nie odprowadza mnie. Nigdy. Nie mówi – zadzwonię. Nie mówi – będę tęsknił. Uśmiecha się tylko w zwykły jemu kpiący sposób; połową ust. Patrzy jak zbieram porzucone ubrania, jak z rumieńcem zawstydzenia wciągam kupione dzień wcześniej koronkowe majtki. Wyrzucę je gdy tylko dotrę do domu, myślę i wiem, że on zna tę myśl, bo uśmiech się pogłębia. Nie mogę sobie darować, że tu jestem. Stukot obcasów w ciszy przedświtu brzmi w moich uszach niczym niekończąca się salwa. Każde półpiętro przynosi chwilę ukojenia. Przyspieszam kroku tym bardziej im bliżej jestem szklanych drzwi, oddzielających mnie od złudnej wolności.
Powietrze jest rześkie, dławię się pierwszym haustem. Ręce do góry! Kolejne oddechy są łatwiejsze. Puste ulice wyglądają nierealnie, jestem niczym ostatni człowiek pośród nuklearnej pustki, żebrzący o zmiłowanie. Porzucony. Omijam najbliższy przystanek, dobrze jest iść, liczenie kroków pomaga nie myśleć.
Kurwa! Nie ma mowy! Następnym razem nawet nie odbiorę, nie podniosę telefonu do ucha! Albo odbiorę. Odbiorę i powiem, że nie przyjdę, że nie może na mnie liczyć, że nie pozwolę mu więcej na ten kpiący uśmiech w mojej obecności! Albo lepiej. W twarz mu to powiem! Tak, kurwa, w twarz! Poczekam przy barze, będę sączyła drinka powoli, na pokaz, bo nie będę pijana, gdy podejdzie i gdy nie schodząc ze stołka, powiem mu, że to koniec. Powiem, żeby się kurwa napatrzył, bo mnie już nie zobaczy, niech się kurwa napatrzy, żeby dobrze wiedział do czego tęskni, że-
Plumk!

4 komentarze:

  1. No, jak Ty będziesz tak fantastycznie pisała, to ja jeszcze długo będę tu zaglądał.
    Wydaje mi się, że taki związek i tak jest dla niej lepszy, jak gdyby miała z nim zamieszkać na stałe. Była taka piosenka, kto ją śpiewał? Jak dokładnie szła? Pamiętam tylko tyle "... są kobiety, tak pragnące miłości, że pozwalają brać się byle gdzie i byle jak.." To na pewno spiewała kobieta, ale jaka?

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam lekturę na lato...i serdecznie pozdrawiam!
    http://www.granice.pl/kultura,o-czym-sni-ksiezniczka-na-ziarnku-kawy,5318
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  3. plumk! nasumi

    OdpowiedzUsuń
  4. Och! Nasumi! I Ty zaglądasz! :D
    A ja ostatnio, jakoś tak, jakby milczę... i słabo słucham też...

    OdpowiedzUsuń