Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

piątek, 8 listopada 2013

NaNoWriMo dzień ósmy

Piątki to dni wyzwań, w zeszłym roku wyzwania miały miejsce w środy i wtedy każdy chętny mógł wpleść w tekst hasło rzucone przez naszych ogarniających sprawy w poszczególnych. nazwijmy to, regionach. Wtedy to było żarcie. 
Teraz wyzwania atakują nas w piątki - dostajemy dwa tytuły książek: polski i angielski i mamy je umieścić w różnych wariacjach w naszym tekście. Oczywiście jeśli tylko chcemy i mamy z tego zaciesz. Ja mam. Poza tym uważam, że wyzwania mogą przynieść istotne błyski, które pchają fabułę w konkretnym kierunku, bądź ją w jakiś sposób domykają. Zatem dziś wyzwania w moimi wykonaniu - z zeszłego tygodnia i z tego:



PL: "Kochanie, zabiłam nasze koty" (Dorota Masłowska)

Skoczne dźwięki skrzypiec i rytmiczne uderzenia bębna, wygnały ludzi pod ściany, pośrodku szybko powstał usypany ze świeżych wiórów okrąg dla tancerzy. Muzyka stawała się coraz skoczniejsza i pierwsi chętni już wyłuskiwali upatrzone w tłumie wcześniej dziewczęta.
Nes cofała się tak długo, aż oparła się plecami o twardą deskę, za którą królowała kobieta Witrenstierna.
- Daj kufelek! – rzuciła jej Nes i położyła na stole równowartość co najmniej trzech.
- Zamierzasz się dziś upić, dziewczyno? – spytała Aleena.
- Czasem można, czasem trzeba – odpowiedziała, cytując popularną ostatnio na jeziorach piosenkę.
- Tak… tylko jak to było dalej? W końcu i tak przysypie cię gleba? Ponure i tragicznie zrymowane, Nes – skrzywiła się karczmarka, podając jej kufelek. – Nie kieruj się tym tekstem, co?
- Lepsze niż zabiłam nasze koty kochanie, teraz zostało mi tylko pływanie – odpowiedziała Nes. – Nie pytaj, gdzie to słyszałam – dodała widząc minę Aleeny, a potem pociągnęła solidnego łyka. – Sprowadzacie z Iteinen?
 


ENG: "Catch-22" (Polski tytuł: "Paragraf 22") (Joseph Heller)

Teraz będąc już w Prato, siedząc na wyślizganej ławie zbitej z jasnego miękkiego drewna i słuchając wynurzeń karczmarza, miała do siebie żal, że pozwoliła sobie na taką utratę czujności. Jakby to w jakikolwiek sposób mogło wpłynąć na decyzję, którą podjęła pod wpływem wydarzeń.
- Są cholernie uparci Xandre! Nie podoba mi się to – pokręciła głową i pociągnęła gęstej piany z kufla pełnego słomkowożółtego pszenicznego piwa.
Właściciel tawerny popatrzył na nią spod krzaczastych brwi, które przy jego łysej czaszce robiły na każdym nowym kliencie piorunujące wrażenie.
- Dodali dwudziesty drugi paragraf do ustawy o wodach i handlu… - powiedział po dłuższej chwili milczenia; wyraźnie nie leżały mu własne słowa.
- Bo dwudziestu jeden było im mało? – zaśmiała się, by pokryć niepokój.
- Najwyraźniej – bąknął; nie odpowiedział uśmiechem.
- I co on mówi? – spytała siląc się na obojętność. – Ten paragraf?
- O wieszaniu bez sądu – zaczął powoli. – O wieszaniu bez sądu każdego, kto pomoże piratowi.
 Nes uniosła się lekko wbijając pięty w wymytą do białości podłogę, jej ciało nieznacznie pochyliło się w przód. Czuła się jakby dostała pięścią w żołądek.
- Bez sądu? Przecież…
- Tak, wiem, nie liczą się z niczym. Za bardzo im dopiekłyście.
- My?
Niezatapialna zdecydowanie nie była jedyną jednostką piracką w okolicy. Całe Palude i złączone z nim unią Tuuli pokryte było gęstą siecią rzek i jezior, nic więc dziwnego, że prawie sto procent transportu, czy to handlowego, czy wojskowego odbywało się wodą. A gdzie transport, gdzie kupcy i ich towary, tam ktoś musi być rozbójnikiem, czyż nie? 



PL: "Przyszłem" Janusza Głowackiego

Drzwi zamknęły się ze zgrzytem, a ona została w pustym kamiennym pomieszczeniu, gdzie oprócz niewielkiego stołka i wiązki słomy zrzuconej w kącie nie było nic. Słoma w pojedynczym snopie światła wpadającym przez umieszczone wysoko okienko, zdawała się być całkiem świeża i Nes po namyśle zdecydowała się usiąść na niej, nie ufając chwiejnemu na oko meblowi. Oparła się ciężko placami o kamienną ścianę, której chłód natychmiast przeniknął ją do szpiku kości i podniosła do twarzy wciąż skute kajdanami ręce.
Przypomniała sobie twarz Feliksa, gdy je zakładał i po raz kolejny zadziwiając samą siebie pani kapitan Jollienesse Rożnowski po prostu się rozpłakała. Tkwiła pod ścianą wstrząsana szlochem, gdy drzwi zgrzytnęły i do celi ktoś wszedł. Wściekła, że zastano ją w takiej sytuacji, Nes jeszcze chwilę się nie ruszała, walcząc z własnym oddechem, by w końcu podnieść głowę i spojrzeć w oczy zaskoczonego szeregowego Fulise. Mężczyzna zerkał na nią niepewnie, obracając w dłoniach klucz, który przy rozmiarach tychże dłoni, wyglądał dziwnie krucho.
- Panienko – odezwał się w końcu. – Przyszłem, żeby je zdjąć, panienko – powiedział wskazując na kajdany. – Zapomli pany, dać klucza – wyjaśnił i kucnął przy niej. – Panienka da ręce!
Nes posłusznie wykonała polecenie i po chwili kajdany już jej nie krępowały.
- Dziękuję, Fulise – powiedziała spokojnym znów tonem, a mężczyzna skinął głową i wyszedł zostawiając ją samą.
 


ENG: "Fifty Shades of Grey" E.L. James (Polski tytuł: "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a")

Szli długo, przechodząc rozlicznymi korytarzykami, mniejszymi i większymi dziedzińcami, które tworzyły skomplikowane ciągi komunikacyjne pomiędzy poszczególnymi elementami budowli. Nes nigdy nie była w Cytadeli, więc mimo ponurych okoliczności rozglądała się z ciekawością. Ściany w większości nagie i chłodne, otynkowano na biało, pozostawiając jednak ceglane wsporniki i elementy konstrukcji stropu. W końcu dotarli do serca budowli, gdzie obok najdawniejszej, szerokiej i przysadzistej wieży obronnej, wybudowano całkiem niedawno królewski pałacyk, obecnie siedzibę ministerstw. Nes prowadzona przez Ucellego, który przez całą drogę, ani nie wypuścił z uścisku jej łokcia, ani się nie odezwał, wzięła głęboki oddech, jakby przed skokiem w wodę i przekroczyła próg. Wnętrze pałacu, jasne i przestronne, zdawało się być przyjazne, lecz kapitan nie dała się nabrać. Podążyli na wprost szerokim korytarzem, a odgłos ich kroków ginął w miękkim dywanie. Z porozwieszanych w równych odstępach, ubogich w kolor obrazów, patrzyły na nią szare twarze tej samej kobiety i Nes rozpoznała wizerunek jaśnie panującej Lahyi, tuulisjkiej żony króla Oresta, tradycyjnej pieczęci podtrzymującej Unię. Galeria, podobnie jak korytarz, zdawała się ciągnąć bez końca, a kapitan poczuła się przytłoczona spojrzeniami królowej. Na każdym obrazie patrzyła ona na portretującego ją artystę i to było wszystko co łączyło dzieła. Na każdym bowiem inaczej rozkładały się cienie i akcenty, tak iż miało się wrażenie, iż nieskończona jest paleta uczuć dostępna modelce. Nes nie mogła nie podziwiać artysty, który stworzył malowidła.
 


No i jeszcze mały PS.
Oto jest muzyka: Rodrigo y Gabriela
I przy niej się pisza!

 Kujam, Ulv!

3 komentarze:

  1. Co wydarzyło się w ostatni piątek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, poza tym, że się trochę gubię w swoim życiu. Tym Internetowym głównie.

      Usuń