Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

piątek, 1 listopada 2013

NaNoWriMo dzień pierwszy

No i minął pierwszy dzień listopada. Od samiuśkiej północy z przerwami piszę sobie. I jest mi z tym świetnie! Pierwszego dnia nałapałam cztery tysiące słów! Chciałabym przez kolejne dwa nastukać kolejne pięć tysięcy. Wtedy miałabym dość spory zapas, w razie kryzysu. A kryzys się pojawi, przyjdzie na pewno, czy to w postaci fizycznego braku czasu, czy też umysłowej pustki, czy poczucia, że to i tak nie tak jak miało być. Tyle, że mnie nie powstrzyma! Co to, to nie!


A tu próbka:

Po piątym strzelcu, który musnął lewy bok serca, lecz do środka nadal było mu daleko, Nes zaczęła mieć ochotę na wzięcie udziału w zabawie. Sięgnęła do łydki, gdzie w szytej na zamówieni kaburze, trzymała swój skarb. Kaburę można było przypinać w dowolnym miejscu, system pasków i sprzączek, pozwalał na różne konfiguracje w zależności od tego, czy miała na sobie spodnie, czy też przyszła jej ochota paradować w spódnicy jak dziś. Wyjęła pistolet i zważyła go w dłoni. Lubiła jego idealny ciężar, lubiła jak grawerowana kolba z ciemnego drewna kleiła się do dłoni.
- Co, bawisz się? – spytał Xandre, a w tej samej chwili stojący pod przeciwległą ścianą szczupły ciemnowłosy mężczyzna uniósł rękę, wyrażając chęć włączenia się do zabawy.
Dziewczęta szybko przemknęły między klientami, zbierając pieniądze do puli zakładów.
Nes przyjrzała się uważnie mężczyźnie. Widziała go pierwszy raz. Niby szczupły, ale plecy miał szerokie, a pod skórą odsłoniętych ramion wyraźnie prężyły się mięśnie. Jasne oczy w opalonej twarzy przykuwały uwagę i Nes doskonale widziała powłóczyste spojrzenia jakie rzucały na niego praktycznie wszystkie obecne w tawernie dziewczęta. Wyjął pistolet i stanął do niej bokiem. Na lewym policzku miał świeżą szramę, jaskrawo-czerwoną, długą i pewnie dość bolesną. Spodobał jej się. Pewnie dlatego, gdy wycelował w kartę, mrużąc oczy niczym krótkowidz,  Nes uśmiechnęła się półgębkiem i również wycelowała.
- Poczekaj! – wstrzymał ją Xandre. – Zakłady idą, skąd będziemy wiedzieć które z was trafiło?
Wzruszyła ramionami i nacisnęła spust w tym samym momencie, w którym rozległ się huk pistoletu nieznajomego. Z sufitu posypały się drzazgi. Gdy opadł dym, oczom widzów ukazało się czarne serce z dwoma otworami. Jeden był idealnie na środku. Drugi tworzył ozdobę prawej półkuli serca.
- No i masz ci los – Xandre nie był zadowolony. – Jak rozstrzygnąć?
- On trafił w środek serca – powiedziała Nes. – Ja celowałam w środek prawego półdupka. – Zaśmiała się. Co się martwisz Xandre? Nie stawiałeś na niego?

2 komentarze:

  1. Pojedynek rewolwerowców? Kobieta nie potrafi strzelać do faceta czy nawet do podobizny faceta. Jak chce oddać dobry strzał, musi sobie wyobrazić, że strzela do innej kobiety, wtedy trafi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no, co Ty! Celują w kartę przypiętą do belki stropowej ;) Na pojedynki jeszcze przyjdzie czas, ale zanim przyjdzie muszę nieco poczytać o broni białej...

    OdpowiedzUsuń