Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

niedziela, 24 sierpnia 2014

Pozdrowienia z wakacji, czyli Warmia i Mazury od zamków

Najpierw to powiem, że mi wstyd. Od ostatniego posta minęło co najmniej dużo czasu i nawet trzech kolejnych wyzwań czytelniczych nie opisałam *tu autorka pozwala sobie wejść do torby wstydu i z niej będzie pisała dalej* Ale to zrobię! Opiszę, jak pragnę zdrowia, opiszę!

Mam piękne, klasyczne usprawiedliwienie - WAKACJE. Znaczy, owszem, na prawdziwych wakacjach byłam przez dziesięć dni całkiem niedawno, poniżej kilka zdjęć z rozprawy z zamkami Warmii i Mazur - tylko jednego z mapy zamków polskich drukowanej przez wydawnictwo Copernicus nie zaliczyliśmy, machniemy następnym razem ;) 

Wracając - na wakacjach to byłam kilka dni, ale rozleniwiający wpływ lipca-sierpnia i mnie nie ominął. Czytałam, ogromnie dużo czytałam. Myślałam również. Ogromnie dużo myślałam. Między innymi nad koncepcją tego miejsca. Z myślenia wyłoniły się zmiany w wyglądzie - bo czyż nie jest teraz przyjemniej dla oka? - oraz etykiety, te ostatnie jako próba uporządkowania, po której przyszedł między innymi wniosek, że od pisania o każdej książce, którą przeczytam mam konto na Lubimy Czytać, do którego link obok. Zatem tu jedynie to, co wywołało głębsze przemyślenia, mocniej uderzyło i niekoniecznie na świeżo. A czasem grupowo pod konkretnym szyldem.

Co do mojego pisania, ostatnio nie jest najlepiej. Wyzwanie, które podjęłam, mnie pokonało. Nie potrafię jednak tak na zawołanie, konkretna rzecz w konkretnym miesiącu. Zresztą w ogóle na zawołanie nie potrafię, słaby ze mnie rzemieślnik. Pożytek z tego taki, że uporządkowałam teksty, wiem na pewno, z którymi chciałabym coś robić, kilka w pewien sposób rozplanowałam, wyszlifowałam założenia. Zaczęłam do niektórych robić plany, szukać scen. Zbieram materiały pod większą rzecz. To wszystko może zostać napisane, a może utknąć gdzieś pomiędzy komórkami mego mózgu. Żadnych zapewnień, żadnych obietnic. Co się podzieje, to się podzieje, pewnikiem nijak na to moje zapewnienia nie wpłyną.

A teraz już zdjęcia, to był piękny, pełny wyjazd, szkoda że krótki, acz może dzięki temu przetrwałam, bo tempo było mordercze i nie wydaje mi się, by zwiększenie ilości dni przyczyniło się do jego zmniejszenia.






























1 komentarz:

  1. Ależ zazdroszczę Wam tego zwiedzania T___T Znaczy, niby nie mam co narzekać, ale jednak zamki, cholera, zawsze są wenogenne.

    OdpowiedzUsuń