Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

sobota, 18 października 2014

Wyzwanie czytelnicze: wrzesień, czyli wspomnienia z Krainy Kangurów


Zgodnie z założeniami wciąż działam w kierunku uzupełnienia notek dotyczących wyzwania czytelniczego, które na się wzięłam w roku 2014. Dziś będzie o wspomnieniach z Krainy Kangurów, a to dlatego, iż we wrześniu, dzięki wyzwaniu dokonałam powrotu do dzieciństwa, a przy okazji do dawnego pisania, w nieco statycznym stylu, z wykładem dla młodego człowieka przyszłego humanisty <3 Stało się to za sprawą powieści dla młodzieży wydanej po raz pierwszy w 1957 roku, napisanej przez pana Alfreda Szklarskiego i zatytułowanej Tomek w Krainie Kangurów. Zaproponowanie tej pozycji do listy wyzwaniowej miało dla mnie specyficzny sens. Chciałam poniekąd sprawdzić jak zareaguję ja - człowiek dorosły, na coś, co ja - dziewczę z wczesnej podstawówki uwielbiałam. W myśl dzisiaj stosowanej nomenklatury byłam fanką Tomka, fanką Jana Smugi, a przede wszystkim fanką bosmana Nowickiego, który był wspaniały sam przez się, a najbardziej dlatego, że był bosmanem. Zdecydowanie już wtedy przejawiałam tendencje do zachwytów nad wszystkim co związane z morzami, statkami i okrętami (skojarzenia z czasopismem wydawanym pod takim właśnie tytułem, jak najbardziej na miejscu).
Co się okazało w wyniku tej próby? Po pierwsze wiem na pewno, iż w odpowiednim momencie podsunę tę lekturę mojej Bratanicy. Po drugie - człowiek dorosły inaczej patrzy na zachowania Tomka, którego od czasu do czasu chciałoby się lunąć w ucho za beztroskie i egoistyczne akcje, mogące doprowadzić do nieszczęścia - ot czasem chłopaczysko miało więcej szczęścia niż rozumu, ale i to jest prawda niepodważalna, że śmiałym sprzyja los. Jan Smuga nadal robi wrażenie. Ba... Może nawet większe na starszym dziewczęciu niż na smarkuli, którą byłam przy pierwszym spotkaniu. A bosman Nowicki... cóż, on jest po prostu bosmanem Nowickim i już. Z pewnością czytałam teraz z mniejszymi emocjami, z pewnością nie czekałam z napięciem na rozwiązania akcji - wiadomo, nie ma opcji wszystko musi skończyć się dobrze, z pewnością nieco mnie nużyły wykłady w temacie australijskiej fauny i flory, lecz nie zmienia to faktu, że ciągle uważam, iż jest to bardzo dobra książka dla młodzieży. Ma wszystko - akcję, niebezpieczeństwo, bohaterów, z którymi można się zidentyfikować i którzy mają swoją historię, a ponadto uczy. Naprawdę uczy. Mam pełną świadomość, że to, co teraz nużyło dorosłą kobietę, fascynowało dziewczynkę. Geografia była moim konikiem odkąd ojciec pokazał mi pierwszą mapę w zwykłym szkolnym atlasie, baza mojej wiedzy o Australii to właśnie książka Alfreda Szklarskiego. Łykałam je wszystkie zachłannie mając lat dziesięć, łyknęłam z przyjemnością i teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz