Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

piątek, 26 grudnia 2014

Wyzwanie czytelnicze: listopad, czyli jak zobaczyłam "IT Crowd" na piśmie

Oto jedna z tych książek, co do których kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Kompletnie - nawet czy będzie o przeszłości, teraźniejszości, czy przyszłości, czy będzie real, czy fantastyka. Owszem, okładka mogła mnie nieco naprowadzić, ale nie do końca.
Tymczasem książka okazała się być rewelacyjna i łyknęłam ją w jakimś zastraszającym tempie - bo jak zaczęłam to trudno było przestać. Ubawiłam się setnie, przyszły momenty zastanowienia nad łatwością utonięcia w wirtualnym życiu, przejmowałam się bohaterem, życząc mu jak najlepiej.
Sam początek - moment, gdy bohater przedstawia swoją pracę jako korporacyjny spec z działu IT - po prostu wspaniały. Skojarzenie dla każdego, kto oglądał serial "IT Crowd" - w polskiej wersji "Technicy magicy" i nie będę tu tego tłumaczenia komentować - jest jednoznaczne, a biedakom, którzy muszą sobie radzić z kompletnie nieogarniętymi w dziedzinie elementarnej obsługi komputera pracownikami różnych szczebli, można tylko współczuć, jak już człowiek opanuje drgawki wywołane atakami śmiechu.
Potem Jack Borroughs robi rzeczy nieco bardziej niezwykłe niż Roy i Moss. Powieść zaczyna biec po cienkiej granicy absurdu, a jednocześnie jakoś tak boczkiem zmusza do myślenia. I nawet jeśli ja bym nie zamieniła swego życia w sieci na samotne sączenie drinków z parasolką, to doskonale rozumiem bohatera i jego poczucie zwycięstwa.


PS. Jakieś dwadzieścia sześć, czy siedem dni temu wygrałam NaNo. Pełzłam, czołgałam się, tonęłam pod ciężarem kryzysów. To nie był dobry listopad. Wciąż się waham, czy chcę to przeżywać w przyszłym roku. W trakcie NaNo napisałam dwie części Nieuniknionego z siedmiu. Koniec majaczy gdzieś. Tam. Daleko. Rozmach historii mnie głupią zadziwił. Nie wiem doprawdy czego się spodziewałam.

2 komentarze:

  1. Och, faktycznie - zupełnie mi nie wpadło do głowy "IT Crowd", ale jak o tym wspomniałaś - tak bardzo tak <3
    Ogólnie jestem dopiero na początku, ale póki co mam tak bardzo WTF xD

    No i EJ: DAŁAŚ RADĘ z NaNo! c[___]!! Dasz radę dokończyć Nieuniknione <3 Wiem, że to nie był dobry listopad. Ale przyszły taki nie będzie. Nie może taki być, bo mi też nie starczy sił na powtórkę z rozrywki, a chcę przecież napisać "Piękna Teodora podbija kosmos" T_T Paczaj na to inaczej: NaNo przyniosło Ci kolejną dawkę zajebistości w postaci dwóch części Nieuniknionego - nie wolno tego lekceważyć, prawda? Twoje NaNo to za dużo dobra, żeby rezygnować <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Och! Musisz napisać "Piękna Teodora podbija kosmos"!
    Będę dzielna.
    Dziękuję!
    I napiszę Nieuniknione. Kiedyś na pewno w końcu dotrę do końca.

    OdpowiedzUsuń