Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

piątek, 12 czerwca 2015

Być wciąż pijaną i już mieć kaca – dziękuję panu, panie Majka!

Autor: Paweł Majka
Rok pierwszego wydania: 2014
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 400

Przeczytane: 11 czerwca
Ocena: bardzo dobra. I kropka.

" Myślę odpowiedział mu łagodnym barytonem smok że cię chyba nie zeżrę, bo bym się pewnie struł." 

Razem z "Wojennymi losami" Patricka O'Briana pozycji z wyzwania zaczęłam czytać "Pokój światów" Pawła Majki. Bo kolejka na poczcie, bo czekanie pod drzwiami gabinetu lekarza, bo... No i potem ją musiałam odkładać na siłę, bo jednak Jack Aubrey winien mieć pierwszeństwo. Efekt bardzo szybko przeczytałam "Wojenne losy". Właściwie ta notka powinna właśnie tej książki dotyczyć, ale tu już nie mam siły ze sobą walczyć.

Po pierwsze: podobało mi się. Po drugie: dziękuję, Fraa, za polecenie. Po trzecie: nie mam pojęcia, jak napisać tę notkę, żeby nie roiło się w niej od spoilerów, ale żeby nie była jedynie powierzchownym piszczeniem małego fangirla. To zawsze takie trudne pisać dlaczego książka jest dobra. Bo człowiekowi od razu pchają się pod palce konkretne przykłady, całe fragmenty, które zachwyciły; nazywałby puzzle tworzące całość ich właściwymi imionami, zamiast chować je za ogólnikami. A jednocześnie to za dobra książka, by ją streszczać i pozbawiać kolejnych czytelników radości z ich własnego często przecież innego niż moje podążania za bohaterami.

Jak by tu zacząć?

Mamy świat. Niby nasz rodzime podwórko: jest Kraków, są Kielce, mówi się o Gdańsku a inny. Inny, bo począwszy od Wielkiej Wojny, zwanej w Polsce Pierwszą Światową, historia ułożyła się inaczej. I w tym świecie mamy coś tak zwyczajnego, zdałoby się, jak pragnienie zemsty. Ale świat wszak nie jest zwyczajny, zdecydowanie nie. Więc i zemsta taka nie będzie. Będzie bardziej. Będzie mocniej. Będzie żywa i dotykalna, bo taka staje się od czasu do czasu Zmora zamieszkująca Mirkową duszę.

Świat, muszę przyznać, kupował mnie powoli. Trochę jakbym szła przez zdziczałe miasto i starała się jednocześnie chłonąć nowość i szukać śladów dawnego, a to wszystko ostrożnie, krok za krokiem, nieco z duszą na ramieniu. Bo ten świat wydaje się mieć rozmach, ale wydaje się też być jakby przepełniony także w dosłownym znaczeniu tego słowa. Bywały momenty, gdy myślałam sobie fajnie, ale fajnie, tylko... moment... a gdzie oni się wszyscy mieszczą? Ale prawdę mówiąc, gdy już zaczęłam o tym myśleć, to potrafiłam sobie sama na to pytanie odpowiedzieć. Jeszcze później zaczęłam sobie rozkminiać, jak to wygląda na innych kontynentach, czy choćby na zachodzie Europy. Bowiem świat Pawła Majki, w którym Ziemia po Pierwszej Wojnie Światowej wkracza na inny tor rozwojowy, zwyczajnie wzbudził moją ciekawość, a w końcu mnie zafascynował. Natomiast przyczynę inności przyjmuję po prostu entuzjastycznie. Dlaczego? Otóż dlatego, że jak dla mnie autor wyraźnie składa ukłon fantastyce z lamusa i na bazie dawnej SF tworzy coś, co pachnie jak baśń fantasy. A ja lubię baśnie i uwielbiam Johna Cartera. Zatem sprzedana. I kropka.

Świat kupował mnie powoli, ale na wstępie kupił mnie prolog. Autorowi udał się idealny zwiastun ja po prostu chciałam wiedzieć, kim jest ten człowiek przedstawiony wyraziście od pierwszego wejścia poprzez kontrast z trzema pozostałymi występującymi w scenie mężczyznami. I od razu na tych pierwszych stronach Zmora kujnęła mnie w serce.

A potem się działo. 

Dziali się bohaterowie przekonujący mnie do siebie stopniowo, bo tylko wspomniana już Zmora i Burzymur nie musieli się nijak wkupywać w moje łaski. Działo się stopniowe odkrywanie świata, wrzucana tu i ówdzie historia i geografia polityczna. Działa się akcja niczym z awanturniczej przygodówki, których tak wiele czytałam w dzieciństwie. I było tak, jakbym czytała na raz dwie książki, bo wydarzenia teraźniejsze mieszały się z przeszłością i z jednej strony to odkrywanie Mirka, i Szulera i Koryckiego było fajne, a z drugiej czasem krzyczałam w duchu: a co mnie to teraz obchodzi, chcę wiedzieć co z nimi teraz! I to też zaliczam na plus, bo dzięki temu dobitnie się przekonałam, jak ważni stali się dla mnie bohaterowie. A, jak wiedzą już zapewne wszyscy, którzy zaglądają na mojego bloga, bohaterowie obok klimatu stanowią dla mnie element, po którym zwykle oceniam książki. To od bohaterów i od tego jakie (jak poprowadzone, jak uwiarygodnione, jak opisane) relacje ich łączą zależy czy wsiąkam w opowieść, czy też nie. Bohaterowie "Pokoju światów" stanowią mocną, różnorodną, kontrastową i naprawdę kolorową drużynę. Czy są "prawdziwymi" ludźmi, czy upiorami, czy bogami, czy ubocznymi skutkami odpalenia mitbomb każdy z nich jest wyrazisty, każdy stanowi swoisty atut. W każdego wierzyłam, o każdego się bałam. O Mirka najbardziej, tylko chyba nie potrafię powiedzieć dlaczego... może dlatego, że chciałam, żeby go ta krew, w której się kąpał, nie otruła? A jednocześnie wiedziałam, że gdyby nie ta krew właśnie, to by w ogóle Mirka nie było? Byłby ktoś inny. Szczęśliwszy zapewne, spokojniejszy, ale Mirka, jakiego dał mi poznać autor, by nie było. Czym mnie ujął Mirek? Tym, że się nie żali, nie epatuje nieszczęściem. Mirek robi to, co chce zrobić, a może myśli, że powinien? Tylko "może", bo nigdzie tego nie mówi. Więc, jak dla mnie, on chce to zrobić i już. I dzięki temu jest przekonujący.

Pozostali skupieni wokół niego bohaterowie zdecydowanie nie pozostają w tyle. Mają swoje historie, mają swoje ścieżki, na które wstępują pchnięci przez Mirka może nieco przypadkowo na początku, lecz w końcu, jakby się otrząsając spod jego wpływu, robią samodzielny krok na przód w przygodę i przyszłość. Grabiński, Jasiek, Sara, Burzymur, Wandzia, Szuler Losu każdy ma swoje pięć minut, każdy pochodzi jakby z innego typu opowieści i każdy po trosze jest baśniowy, a jednak wiarygodny. A do tego jeszcze poboczni, a przecież tak samo ważni Rostow z rodziną, Jewgienij, Korycki, Czus, Czarodziej Jakubowskiego. Oni wszyscy i ich udział w wydarzeniach powodują, że nie tylko świat jest pełen; pełna jest także fabuła, co choć może czasem powodować ból głowy z powodu prędko przesuwających się przed oczyma czytelnika bitew, spisków, zdrad, walk i akcji doskonale wpisuje się w powieść awanturniczą, a niezmienna postać Mirka Kutrzeby stanowi nienaruszalną i pewną jej oś.

Śmiem także uważać, że autor zdołał idealnie wyważyć rozwój wydarzeń. Jest tu miejsce i na wytchnienie dla czytelnika, i na budowanie napięcia, które nie pozwala książki odłożyć. I jest coś jeszcze; coś, co powodowało, iż spodziewałam się właściwie wszystkiego, a jednocześnie cały czas towarzyszyło mi podczas czytania uczucie, iż nic, co pojawi się w tekście nie będzie nie na miejscu. Wydaje mi się, że można to coś nazwać spójnością przedstawionego świata, który wszak, mimo iż znajomy, był dla mnie obcy, więc nie znałam do końca wszystkich jego możliwości i zasadzek.

Co jeszcze? Ano morze skojarzeń i oczywistych nawiązań, jednak nie podanych nachalnie, a z wyczuciem, w których widziałam dobrą zabawę autora, nie ograniczającą jednak czytelnika. Ano wyraziste, ale nieprzesadne opisy, które pozwalały mi wejść w świat, ale na mój sposób. Ano zgrabne frazy, rozsiane tu i ówdzie, które chętnie bym zacytowała, ale postanowiłam sobie, że tym razem cytatów poza wejściowym nie będzie. Ano fakt, że do głównego bohatera pozostali mówili per "Mirku", a narrator jakby zbliżał się do niego, bo na początku mówił o nim, używając jedynie nazwiska, a później coraz częściej i częściej imienia. Ano zakończenie.

Wszystko razem powoduje, że książka Pawła Majki, która spowodowała u mnie czytelniczego kaca jeszcze wtedy, gdy pijana lekturą doczytywałam ostatnie kilkadziesiąt stron, niniejszym ląduje na półce ulubionych, a na tom drugi czekam z ogromną niecierpliwością i lękiem. Niecierpliwię się zaś i lękam nie tylko z powodu bohaterów, ale też i samej opowieści i świata. Co jeszcze pokaże mi autor? Jak mi to pokaże? Na razie na osłodę mam ilustracje dostępne tutaj: Szuler Losu oraz opowiadanie "Czarny piesek gryzie światło" dostępne na stronie Fantastyka Polska. Będzie musiało wystarczyć.


PS. Za motyw z rzucanym za siebie lusterkiem należą się osobne brawa :3





1 komentarz:

  1. Nie ma za co i zacieszam, że się spodobało! <3 c[____]!! Takoż siedzę jak na szpilkach w oczekiwaniu na drugi tom :D

    OdpowiedzUsuń