Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

środa, 2 września 2015

Jerzy Siewierski – "Panią naszą upiory udusiły"

Autor: Jerzy Siewierski
Rok pierwszego wydania:
Wydawnictwo: Iskry, Warszawa 1987
Liczba stron: 176

Przeczytane: 22 sierpnia
Ocena: lektura ani przyjemna, ani przykra, czytała się szybko 

"– Takie urocze stworzenia są czasem w amorach przyjemniejsze od wielkich pań. U damy pod pięknym robronem często skrywa się ciałeczko wywiędłe, biuścik oklapły, członki kościste i nieproporcjonalne, no i łatwiej od takiej damy nabawić się kanonicznego kataru."
 
Tym razem to naprawdę będzie krótki wpis, tak jak krótka jest książeczka, która trafiła w moje ręce za pośrednictwem ciotki. Ciotkę kupił tytuł, a ciotka kupiła cieniutką książeczkę z kryminalnej serii z kluczykiem na antykwarycznym straganie. Pokazała mi ją jako ciekawostkę, gdy ją odwiedzałam - znów, bo tytuł, ale też bo język i bo posłowie. Przyznaję, przeczytałam posłowie na początku, jeszcze zanim ją pożyczyłam. Pojęcie spoilera jest ciotce obce, więc mi ją dała do ręki z konkretnym poleceniem: zobacz, co tu piszą i jak to jest napisane. No to zobaczyłam. W posłowiu stoi, iż zamieszczona w książce opowieść znaleziona została w postaci dwustuletniego manuskryptu na jednym z płockich strychów. Stąd braki fragmentów tekstu – na przykład zakończenia, choć na szczęście dowiedziałam się, co za upiory panią naszą udusiły – oraz stylizacja. 

"Wszystko mi cięgiem na pamięć Marcysię przywodziło. I figury marmurowe boginek w parkach warszawskich ustawione, i owe bez odzienia nimfy i pasterki wymalowane na obrazach oglądanych w pałacach, po których w karnawale nas wożono, abyśmy w tańcach odpowiednie ćwiczenia odbyli i ocierając się o dystyngwowane towarzystwo, zdobywali polor potrzebny przyszłemu oficyjerowi." 

Nie mam pojęcia, czy to prawda, czy tylko autorska zagrywka. Może faktycznie coś zostało znalezione, coś wydarzyło się naprawdę, a historię spiął w całość pan Siewierski i wydał pod swoim nazwiskiem? W sumie ta niewiedza mnie gryzie, bo okoliczności powstania książki są chyba bardziej interesujące niż prezentowana historia. Nie będę kryć – gdyby nie sposób napisania, owa stylizacja, to bym jej pewnie nie przeczytała. Owszem, we wczesnej młodości czytałam sporo kryminałków, wydawanych w tej serii, lecz żaden z nich nie zapadł mi w pamięć. To ten sam poziom lektur, co powieści wagonowe, czy brytyjskie penny dreadful. Człowiek czyta dla zabicia czasu, nie czerpie z lektury większej przyjemności, a na pewno nie miewa przy niej głębszych przemyśleń, ale też go ona nie męczy. Po wszystkim zaś bardzo szybko zapomina cokolwiek przeczytał. Gdyby nie język – obce słowa, których znaczenie łapałam z kontekstu, a czasem posługując się analogią do liźniętych języków obcych, inny szyk zdań, mnóstwo zdrobnień – to i historii kadeta wracającego do domu stryja po to, by się natknąć na kryminalną historię, bym w dwa tygodnie po przeczytaniu nie pamiętała.
"I gdy takem sobie głowę łamał, próżno jakoweś planta dalszych poczynań probując układać, tom wcale nie odczuwał owych niegdysiejszych rozkoszy łazęgowania ze strzelbą po borze. Za nic mi było ptasząt świergotanie, szelesty przez zwierza w gąszczu czynione, ani słodkie szemranie szklanych strumyków między trawami cieknących."

Intryga wydała mi się spójna, a autor prowadził ją spokojnie, po kolei i wydaje mi się, że czytelnik był w stanie rozwiązywać zagadkę razem z bohaterem, ale bez wrażenia, że to łatwe i oczywiste. Pewna nie będę, bo spoilery z posłowia. Nieco męczyły mnie rozbudowane dialogi, lecz rozumiem, że to element stylizacji. Swoją drogą, akcja rozgrywała się w roku 1782, a mnie język kojarzył się z Sienkiewiczem i jego trylogią. Nie wiem, czy przez ponad sto lat w języku polskim nie zaszły żadne zmiany, czy to ja nie potrafię odróżnić subtelności, czy po prostu zarówno Sienkiewicz, jak i pan Siewierski, korzystali z tych samych źródeł tę stylizację budując.

"Nicht pod tym dachem mieszkający krzyw mi być nie może, nikogom nie pokrzywdził ani obraził. 
Ale zaraz! Może te zbrodnie to jest i pomsta, tylko obiekt inszy, niż się na pozór wydaje."

Gdybym miała pewność, że powieść faktycznie jest dwustuletnim manuskryptem, uznałabym ją za świetny obrazek przybliżający życie małego polskiego dworku pod koniec osiemnastego wieku. Ciekawie zarysowane były zarówno obowiązki, jak i zabawy domowników oraz ich powiązania i role, jakie pełnili pod dachem pana starościca. Była też wizja wsi i stosunku młodego szlachetki do tejże wsi i jej mieszkańców, taka z gatunku wsi spokojna, wsi wesoła. Powiem szczerze, że nieco mnie zniesmaczyła. Nie mając pewności, zwyczajnie nie wiem, czy ufać autorowi, choć na przykład opisywane przez niego zwyczaje okołopogrzebowe są z pewnością prawdziwe – miałam okazję o nich poczytać całkiem niedawno, będąc w skansenie pod zamkiem w Dobczycach. Myślę, iż być może ten mój brak zaufania bierze się z opinii, którą o autorze wygłosił kiedyś Stanisław Barańczak, choć dotyczyła ona jedynie talentu literackiego pana Siewierskiego, a nie jego wiarygodności przy posługiwaniu się źródłami.

"Serce we mnie taje, kiedy słucham tego niewinnego śpiewania dzieci natury. Och, jak szczęśliwi oni w swoimi sielskim bytowaniu!"

Wśród bohaterów nie znalazł się żaden, który by we mnie wzbudził jakąś głębszą sympatię. Właściwie, jeśli o uczuciach do bohaterów, to pan Aksamicki działał mi na nerwy, Grzela widziałam cały czas z sarmackim czubem na głowie i też działał mi na nerwy, a pan Obrzybalski sprawiał wrażenie wielkiego bezradnego miśka. Pozostali po prostu byli, a kadeta opowiadającego całą historię ustawiłam sobie niejako za szybą. Do końca historii nie stał się mi bliski, choć miałam cały czas wgląd w jego głowę, w której działo się sporo. Oto jego życie i honor rodziny są zagrożone, a on postanawia dowieść prawdy, nawet jeśli w pewnej chwili okazuje się, iż być może nie ma czego bronić. W sensie honoru. Chłopak prezentuje różnorodne emocje, walczy sam ze sobą, myśli. Naprawdę nie wiem, czemu – jak dla mnie – nic z tych zadatków na ciekawą postać nie wynikało. Po prostu nie potrafiłam go sobie wyobrazić. I teraz, gdy nad tym myślę, to może wynikało to z tego, iż jako narrator wszystkich innych bardzo żywo i plastycznie opisywał – oczywiście głównie z zewnątrz. Natomiast o swych własnych cechach zewnętrznych nie mówił, co w sumie jest pozytywnym objawem w pierwszosobówce. Ot, autor zaoszczędził czytelnikowi chwytu z lustrem i dobrze.

"– Pomiarkuj się, młokosie! Wam, kadetom, pojedynki surowo wzbronione. Jeśli brata mojego wyzwiesz i cudem jakimś niepojętym całą głowę z tego wyniesiesz, w co zresztą wątpię, to cię wasz generał, imć pan Woyna, każe brać w areszt i surowe poniesiesz złamania dyszczypliny konsekwencyje."

Samo zakończenie skojarzyło mi się z "Morderstwem w Orient Expresie". Bohater w ten sam sposób zebrawszy wszystkich razem podał powoli w kolejnych odsłonach rozwiązanie zagadki. Miło było zobaczyć taki ukłon w stronę klasyki.

Podsumowując, powiem jednak, iż zdecydowanie bez przeczytania tej książki można żyć. Z drugiej strony – jest inaczej napisana, przez co nieco ciekawsza od standardowych kryminałków. Czy polecam? Nie wiem. Powiedziałabym, że w gruncie rzeczy jest mi obojętna. Ani mnie jej lektura ziębiła, ani grzała i w sumie mam wrażenie, że i ten wpis jest taki właśnie letni. Przeczytać można, ale na pewno niekoniecznie ;)



PS. Kolejna wylosowana pozycja, to "Złodziejka książek" Markusa Zusaka. Wpisu spodziewajcie się wkrótce :)
 

3 komentarze:

  1. Najbardziej to mnie ta stylizacja interesuje. Lubię takie smaczki i chyba zacznę tego tytułu wypatrywać pośród towarów wszelkiej maści rozłożonych na szmatach tu i tam, bo coś nie wierzę, aby było to w mojej bibliotece xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jak nie znajdziesz mogę podrzucić, jeśli ciotka nie będzie miała nic przeciwko. Szybko się czytała, miejsca nie zajmuje, tylko kartek sporo w niej luzem fruwa ;)

      Usuń
    2. Może się zgłoszę. Możliwość tasowania kartek mi nie wadzi i postaram się żadnej nie zgubić :)

      Usuń