Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

czwartek, 22 października 2015

Siem na wakacjach: odcinek trzeci

Słońce, Panie i Panowie! Od wczoraj wiele słońca! Walczy o swoje z ciemnogranatowymi chmurami i wygrywa. Deszczu ani grama. Przedwczoraj wybraliśmy się koleją do Gdyni. W podróży przeczytałam na głos kolejną z przygód Conana. Conan taki dzielny, one takie piękne i takie głupiutkie "Och, Conanie!". Czemu wybraliśmy pociąg? Na pewno mieliśmy powody, ale na pewno nie była to cena. Land Roverem byśmy spalili tyle samo pieniądza na łeb, acz byliśmy ekologiczni, tak? No i po drodze z dworca na nabrzeże wyskoczył na mnie Rogal w cukierni Justynka. Prawdziwy Rogal. Cieplutki, z nadzieniem z białego maku i mnóstwem bakalii. Nie zmogłam go na jeden raz. W ogóle wrócę z tego urlopu większa. Zysk na obywatelu, jak nic. 

Pogoda w Gdyni nie rozpieszczała. Było ciemno i zimno. My jednak większość czasu spędziliśmy we wnętrzach, więc jak najbardziej może być, zwłaszcza, że na Błyskawicy byliśmy sami! Zero ludzia, w maszynowni pluskała woda i mogłam tam stać i stać i nikt mnie nie przepychał dalej, jak było latem. No i kolejki do gofrów też nie było. Bo co to za morze bez gofra i bez nabycia bransoletki z muszelek od dziadka z ławeczki pod Błyskawicą. Lubię go.
 

Przed Błyskawicą byliśmy w Muzeum Marynarki Wojennej – bilet wspólny dla obydwu atrakcji 12 zł od łebka. W muzeum było sporo dzieciaków, ale jakoś udawało nam się je ominąć. Zresztą, one szły bardzo szybko, jak na nasze standardy. Zrobiłam zdjęcie każdego modelu dobre zdjęcia riserczowe :3 No i znalazłam tam informację o ORP "Nieuchwytnym". Ciężkim Kutrze Uzbrojonym Polskiej Flotylli Rzecznej. I to wreszcie zawróciło moje myśli ku "Niezatapialnej". Taki bonus bardzo wiele wart w obecnym czasie marazmu, zniechęcenia i ogólnej fujowatości grafomańskiej. Ogólnie lubię ekspozycje tego muzeum, widzę, że wciąż pracują nad zwiększeniem atrakcyjności, gdyby jeszcze nie ta histeria pt. "nie dotykaj" byłoby bliskie mego ideału.

 

Oczywiście spędziliśmy też chwilę podziwiając Dar Młodzieży – z zewnątrz, bo remont – i gapiąc się na ołowianą wodę i wędkarzy. Wróciliśmy dość wcześnie, rezygnując z obiadu knajpianego, skoro ja robię takie pyszne domowe obiadki ;) To też mi sprawia radochę... Mam czas pomyśleć, co chcę ugotować, powoli sobie ułożyć czynności. Lubię gotować, a jakoś ostatnio o tym też zapomniałam.
 
 

Wczoraj nie pojechaliśmy nigdzie. Błąkaliśmy się po opustoszałej Jastarni, wdychaliśmy mnóstwo jodu, wysyłaliśmy kartki i karmiliśmy ogromne ilości kotów, bo po tym, jak na stacji lizała mnie po palcach obca koteczka, poczułam się w obowiązku nabyć chrupki.
 
 

Port w Jastarni, choć cichy jest wciąż żywy. Większość kutrów zniknęła w poniedziałek rano i do dziś ich nie ma. Pojedyncze jachty ciągle ruszają w morze, jedne jednostki są wodowane, inne wyciągane z wody i ustawiane na lądzie na zimowisko. I jest cicho. Słychać tylko wodę i warkot motorów. Mam wrażenie, że ludzie tutaj są cisi, bo odpoczywają od zgiełku, jaki z pewnością muszą czynić turyści.

 

Błąkanie się po uliczkach drzemiącego miasta ma ogromnie dużo uroku. Prawdę mówiąc mogłabym pstrykać i pstrykać. Wrzucam zdjęcia teraz i nie mogę się zdecydować, które bardziej mi się podoba. I żałuję, że nie sfotografowałam pasącego się na placu przed remizą stada dzikich gęsi. Taki trzydniowy popas sobie zrobiły, a potem poleciały dalej.


A dziś jedziemy w małą objazdówkę i już właściwie powinniśmy wychodzić, bo jeszcze słońce nam ucieknie. Więc idę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz