Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

środa, 9 marca 2016

Patrick DeWitt – "Bracia Sisters"

Autor: Patrick DeWitt
Tytuł oryginału: The Sisters Brothers
Rok pierwszego wydania: 2011
Wydawnictwo: Czarne, Wołowiec 2013
Liczba stron: 336
Tłumaczenie: Paweł Schreiber

Przeczytane: 6 marca 2016
Ocena: świetna, każdemu polecam

"Roześmiałem się, a Warm zapytał, co mnie tak śmieszy.
– Pan i te pana szkarłatne nogi i ręce. Morris i mój brat, i ten stos ludzi w ognisku. I to, jak mój koń się stoczył z górki.
Warm zrozumiał, o co mi chodzi, i przystanął na chwilę, uśmiechając się do mnie szeroko.
– Masz w sobie coś z poety, Eli."

Kolejna z książek, których istnienia mogłabym nie zauważyć, gdyby nie ogłoszone między znajomymi czytaczami wyzwanie podrzucane. Na szczęście ktoś (nie wiem kto, a podejrzewać mogę więcej niż jedną osobę) uznał, że książka i ja pasujemy do siebie. A może po prostu chciał się podzielić tekstem ważnym dla siebie? Jakby nie było jestem tej osobie wdzięczna za "Braci Sisters". 

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Owszem, wyczuwałam potencjał uczuciowy, ale znajomość rozkręcała się powoli. Jakbym musiała przyzwyczaić się do narratora i oswoić z brutalnością życia na Zachodzie, gdzie życie, czy to ludzi, czy zwierząt jest niezwykle tanie. Przyznaję, na początku wystraszyłam się, iż przytłoczy mnie przemoc. Na szczęście się myliłam.

"Często musiałem go poganiać batem, co niektórym ludziom nie przeszkadza, a niektórzy nawet to lubią, ale czego ja nie znosiłem; a potem on, Baryłka, sądził, że jestem okrutny, i myślał sobie: Smutne to życie, smutne."

Pierwsza niezwykłość książki polega na braku wulgaryzmów, przekleństw i wyzwisk. Zdawałoby się, że opowieść o parze zabójców, zostawiających za sobą szlak trupów, opowieść o dwójce mężczyzn, często poddających się negatywnym emocjom, nie będzie potrafiła się bez nich obejść. Tymczasem jedyne "brzydkie" słowo jakie się na jej kartach pojawia to "kurwa" i nie jest wyzwiskiem, a określeniem profesji, co jest łatwo wyczuwalne. Ten brak słownego rzucania mięsem bardzo ładnie dookreśla charakter narratora, którym jest jeden z tytułowych braci – Eli Sisters. 

Polubiłam go bardzo szybko. Tak, jak Charlie – drugi z braci – wzbudzał we mnie odruchową niechęć, mimo, iż jego zachowanie i cechy charakteru były nieustannie tłumaczone przez młodszego brata, tak Eli z jego łagodnym zrozumieniem dla świata i siebie samego, po prostu mnie przekonał. 

"Uświadomiłem sobie, że ja przeszedłem przez ten próg dla konia, którego nie chciałem, a Charlie nie zrobił tego dla rodzonego brata. Raz na wozie, raz pod wozem."

Drugą niezwykłość z mojego punktu widzenia stanowi jej rytm. Każda z jej części składa się z wielu krótkich fragmentów, rozdzielonych od siebie, niczym rozdziały, a jednak nimi nie będących. Wydawać by się mogło, iż rytm będzie przez to rwany, mocno dynamiczny. Jednak nie – było łagodnie, nieco kołysząco, powoli. A przecież w książce cały czas coś się dzieje. Westernowe obrazki – saloony, hotele, obozy rozbijane na szlaku, rzeki pełne złota, hałaśliwe San Francisco, strzelaniny, siedziby lokalnych władców, pijaństwo, gorączka złota. Żywy, wiarygodny świat Dzikiego Zachodu lat pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku, pokazany szeroko, a czasem zaskakująco. 

Ale najbardziej niezwykły, jak dla mnie jest sam Eli. Rewolwerowiec, który próbuje przejść na dietę i entuzjastycznie podchodzi do pokazanej mu przez dentystę metody pielęgnacji zębów. Który rozdaje pieniądze na lewo i prawo, uznając, że innym są bardziej potrzebne, a może po prostu szukając akceptacji. 

"Utrata panowania nad sobą mnie nie przeraża, tylko zawstydza."

Mówiłam już nie jeden raz, iż mam słabość do dobrych bohaterów, prawda? Eli właśnie taki jest. Niezależnie od swojej profesji, niezależnie od ataków szału, które regularnie go nawiedzają, i którymi idealnie potrafi sterować jego starszy brat. Eli jest dobrym obserwatorem, jest otwarty, ciekawy świata. Jest empatyczny, dostrzega ludzkie motywacje i problemy. Dla mnie "Bracia Sisters" to trochę taka opowieść o dojrzewaniu. Eli dociera do momentu, kiedy chce podejmować własne decyzje, kiedy potrafi myśleć o zerwaniu pępowiny łączącej go z bratem. A jednocześnie Charlie wcale nie przestaje być dla niego ważny i żadna z decyzji nie jest łatwa.

"– Nie sądzę, żeby twój brat zostawił mi stówkę. 
– Nie, raczej tego nie zrobi.
– Cała romantyczna krew dostała się tobie, co?
– Krew mamy taką samą, tylko inaczej z niej korzystamy."

Miłość między mną a powieścią Patricka DeWitta rozkręcała się powoli i ostrożnie. Ale kiedy już zaiskrzyło, wybuchła z wielką siłą. To zdecydowanie jedna z moich ulubionych powieści. Z takich, które się poleca i do których chce się wracać.

1 komentarz:

  1. *zapisuje tytuł w kajeciku*
    Obiecuję, że to ogarnę. Bo lubię Twój entuzjazm i bo kojarzy mi się z "Przeprawą" Cormaca, tylko w inny sposób. Tam też byli bracia, ale ich relacje były diametralnie inne, jak myślę, i nie byli bandytami. Z początku myślałam, że będzie to o gangsterach, wiesz, Nowy Jork i te rzeczy, ale jak to jest Western, to tym bardziej chcę.

    OdpowiedzUsuń