Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

poniedziałek, 28 marca 2016

Siem zwiedza: okolice Brzegu

Pogoda pięknieje z dnia na dzień. Powietrze pachnie wiosną, więc w ramach akcji: nie siedź w domu, dotleń mózg i chłoń inspiracje tydzień temu ruszyliśmy w okolice Brzegu. Trasa starannie przygotowana, odpowiednie resztki murów przyziemia i zarysy wałów wybrane i oznaczone numerkami GPS. A tymczasem na dzień dobry wyskoczyła na mnie malownicza Elektrownia Opole. Chmur na niebie było co nie miara, słońce pchało się z promieniami w każdą szparę, a kominy buchały parą. Więcej chmur, więcej chmur! 





Objechawszy teren Elektrowni ruszyliśmy w trasę właściwą. Zaczęła się od miejscowości Stare Kolnie i od tego, że słońce zaszło za chmury, doprowadzając mnie do rozpaczy, bo co jak co, ale słońce zdjęciom jest bardzo potrzebne, gdy ja je robię. Złorzecząc chmurom zrobiłam parę zdjęć miejscu po średniowiecznym książęcym zamku oraz kanałowi.




Potem była Lednica. W Lednicy kiedyś dawno temu znajdowało się fortalicium rycerskie. Potem ktoś je zniszczył i dziś mamy pagórek, pozostałości fosy i jakieś bliżej niezidentyfikowane piwnice. Słońce wychynęło zza chmur i malowniczo zrobiło się bardzo.






Kolejnym punktem programu był Brzeg we własnej zasłużonej historycznie osobie. Zamek zadbany, utrzymany, muzeum ciekawe (stroje z opisami! te z XIX wieku datowane z dokładnością do dziesięciolecia! dużo zdjęć spoczywa bezpiecznie w folderze imieniem "risercz"), wystawa lamp naftowych cudnie bogata. Szkoda, że nie pozwalają tam robić zdjęć. Wyjaśnienie: bo kolekcja jest prywatna. Kropka. Nie było dalszego ciągu typu: i właściciel sobie nie życzy. W sumie nie wiem, czy to faktycznie taka prośba od niego, czy tylko swoista nadgorliwość pilnującego. Grunt, że dzięki tej wystawie zaczęłam zauważać lampy naftowe w Holmesie ;)



Z Brzegu pojechaliśmy do wsi Osiek Grodkowski. Tu mieliśmy cel podwójny: pałac, który właśnie ktoś sobie remontuje:  

oraz zamek Meristow. A raczej miejsce, gdzie kiedyś stał. Znaleźliśmy pagórek, znaleźliśmy fosę i wały, a przede wszystkim znaleźliśmy istne morze przebiśniegów i taką cudną dzicz z łabędziami, słońcem skrzącym się na błękitnej toni i ciszą. Wiosna, panie sierżancie!

 





W kolejnym miejscu, w Żelaznej, czekały na nas zabudowania folwarczne wybudowane w miejscu zamku, który zniknął z powierzchni Ziemi całkowicie i nieodwracalnie.



A na samym końcu zaliczyliśmy porażkę. W okolicach Głębocka w lesie niedaleko Dębiny mieliśmy odnaleźć pozostałości zamku "Jamno". Nie znaleźliśmy, choć łaziliśmy po tym lesie w tę i z powrotem, błądząc w błocie, przeskakując wykroty, przedzierając się przez gałęzie i słuchając dzięciołów. W ramach zadośćuczynienia jest dąb. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz