Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

sobota, 30 kwietnia 2016

Sławomir Mrożek – "Baltazar. Autobiografia"

Autor: Sławomir Mrożek
Tytuł: Baltazar. Autobiografia
Rok pierwszego wydania: 2006
Wydawnictwo: Noir sur Blanc, Warszawa 2006
Liczba stron: 252

Przeczytana: 11 kwietnia 2016
Ocena: warta przeczytania nie tylko dla tych, którzy lubią twórczość autora

"Wiatr na ulicach pędził tumany kurzu i wszystko było perwersyjne: rodząca się seksualność, przepoczwarzenie, kobiety bez płaszczy, słodko-gorzka substancja – coś ohydnego i coś błogiego ogarniało moje chude ciało w okularach. Świat, nagle rozszerzony przez miesiąc maj i przez unikalność historycznych wydarzeń, był dla mnie wzniosły, ale i nie do zniesienia."

Oto kolejny wpis, z którym zwlekam. Zwlekam z przyczyn różnych. Bo leniwa jestem. Bo nie wiem, co chcę powiedzieć. Bo jeszcze nigdy nie pisałam o autobiografii i jak to się robi? Może jest jakaś metoda? Zasady, których trzeba przestrzegać? Znajomość twórczości autora byłaby niezła na przykład... A tymczasem u mnie "Tango" obłożone kurzem zapomnienia i "Emigranci" w wersji Teatru Telewizji ze Zbigniewem Zamachowskim i Markiem Kondratem, z których zasadniczo pamiętam puszkę z kocim żarciem i ogólne wrażenie, że mi się podobało. Nic tylko się schować w torbie wstydu. Dlaczego zatem sięgnęłam po "Baltazara"? Powiem to okrężną drogą idea "Słoika Podrzutków" coraz bardziej mi się podoba. Nie dość, że samo losowanie jest ekscytujące (nutka niepewności, moment przeczytania tytułu, potem poszukiwania. Znajdę w bibliotece? Pożyczę od kogoś? Kupię?) to jeszcze wpadam na książki, których nigdy bym zapewne nie przeczytała, gdyby ktoś mi ich nie zapakował do maszyny losującej. Tak właśnie było z autobiografią Sławomira Mrożka. Ulv uznał, że fajnie będzie, jak ją przeczytam, to przeczytałam i zdecydowanie nie żałuję.

"Chodziliśmy już do spowiedzi i nieobca nam była piekielna męka, niezależnie od tego, czy byliśmy winni, czy też nie. Pamiętam obietnice, że to będzie już ostatni raz, że skłamałem, nie dotrzymałem, zapomniałem... Dobrze spełniona, uczciwa szkoła neurastenii."

Ogromnie mi się podoba sama idea, która przyświecała powstaniu "Baltazara". Cóż może być lepszego w ramach terapii afazji dla człowieka, który całe życie poświęcił pracy ze słowem, niż pisanie? Cóż może być bardziej przygnębiającego, niż sytuacja pisarza pozbawionego zdolności wyrażania myśli? Pan Mrożek poradził sobie z wyzwaniem rzuconym przez życie w postaci udaru i wszystkich jego przykrych następstw koncertowo, a ja dzięki autobiografii, którą stworzył znów się czegoś nauczyłam.

"Jak z tego wynika, byłem bardzo, aż wstyd powiedzieć, jak bardzo, dziecinny. Obraziłem się na polską społeczność, ponieważ nie chciała mi przyznać racji. Gdybym jeszcze namawiał tę polską społeczność do czegoś odkrywczego, nowego, interesującego, wtedy byłbym dla niej mniej irytujący. Tylko dlatego, że do Polski przyszła Armia Czerwona, ja, dwudziestoletni i niedouczony, namawiałem społeczność do czegoś, co było już znane na świecie od stu lat. A namawiałem namiętnie, ponieważ wierzyłem, że posiadłem sekret ludzkości, i czym prędzej chciałem się tym sekretem podzielić ze społeczeństwem. Ale do partii jakoś ciągle jeszcze nie wstępowałem."

Co wspaniałe, książka nie jest pozbawiona (bo nie może być, jak myślę, z racji autora) wartości czysto literackich. Pojawiają się fragmenty na wpół poetyckie, pojawiają się komentarze trafiające w punkt, nieco mimochodem autor podaje czytelnikowi elementy rzeczywistości, w której żył i tworzył. Podoba mi się bezkompromisowe opisywanie swego życia i delikatność w sprawach, które zahaczają o innych ludzi. Ucieszył mnie też spokojny opis "normalności" lat wojennych i powojennych. Bez epatowania czymkolwiek, a przecież treściwie. Ujęła mnie otwartość i szczerość. Autor wie, iż sięga pamięcią daleko wstecz i wie też, że może ona przekłamywać rzeczywistość, bo zwyczajnie chcemy pamiętać piękniej.

"Po drugiej stronie nie było nikogo, puste pole, a potem zaczynał się las. Zapalały się gwiazdy na czystym niebie. Różne nocne szelesty rozlegały się wokół. Zaczynałem biec, lekko i bez wysiłku. Tak biegają dziewiętnastoletni i zdaje im się, ze mogą tak biec bez końca. Czysta radość dodaje im skrzydeł, stopy nie dotykają ziemi, a serce pracuje w doskonałym rytmie. Kiedy dobiegałem do lasu, wschodził właśnie księżyc. Wtedy las się przemieniał i stawał się zaczarowany. Ja też się przemieniałem i stawałem się jednością z księżycem, lasem i nocą. Tak przynajmniej wydaje mi się teraz, kiedy takie przygody są już bezpowrotnie utracone."

W "Baltazarze" autor najwięcej miejsca poświęca swej młodości, swemu dojrzewaniu w czasach wojny i czasowi tuż po niej, gdy usiłował znaleźć swoje miejsce w kraju sztucznie oświetlanym i hodowanym na swoje podobieństwo przez socjalistyczną Rosję. Niewiele mówi natomiast o czasie, gdy żył poza granicami Polski, jakby Baltazar to ten Sławomir Mrożek, który z Polski wyszedł i do Polski powrócił, jakby tam za granicą inny "pseudonim" był odpowiedniejszy. Najmocniej utkwiły mi w pamięci te fragmenty, które mówią o pierwszych kontaktach z zagranicą. O momencie, kiedy młody człowiek z zamkniętego kraju odkrywa, że świat jest wielki, że ma mnóstwo do zaoferowania i że ani myśli z góry szafować ocenami.

"Teraz myślę, że źle postąpiłem. Jako Polak, w owym czasie miałem najdziksze wyobrażenia o stosunkach między ludźmi w Europie, a ściślej mówiąc, o stosunkach między "nimi" a "nami". Wyobrażałem sobie Bóg wie co, a nie przyszło mi do głowy, że oni traktują nas normalnie i nie wiedzą, nie mogą wiedzieć o tym, że my wychowani w anormalności nie jesteśmy już w stanie zachowywać się tak jak oni."

Czytanie "Baltazara" było dla mnie przyjemnością i przygodą. Zajęło mi wieczór i poranek. Jedna z tych zaskakujących szybkich piłek. I zdecydowanie zachęciło mnie do sięgnięcia po opowiadania Sławomira Mrożka i po tomiszcze zebranych do kupy listów, jakie słali do siebie wzajemnie ze Stanisławem Lemem. Po kolei. Nie wszystko na raz. Ale przeczytam.

2 komentarze:

  1. Rysunki :) Zerknij po, zdaje się, sześć tomów rysunków Mrożka. A może osiem. Tak czy inaczej bardzo warto :)

    OdpowiedzUsuń