Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

środa, 6 kwietnia 2016

Tomek Michniewicz – "Swoją drogą"

Autor: Tomek Michniewicz
Tytuł: Swoją drogą
Rok pierwszego wydania: 2014
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2014
Liczba stron: 368

Przeczytana: 31 marca 2016
Ocena: dla mnie idealna książka podróżnicza

Od czasu do czasu napada mnie chęć poczytania cudzych wrażeń z podroży. Przy czym zwykle dobieram książki tak, by dotyczyły miejsc, do których sama się raczej nie wybiorę. Nie chodzi mi zatem o to, by autor zachęcał mnie do podróży, ale by opowiedział mi jak najwięcej o danym miejscu. O jego przeszłości i dniu dzisiejszym, o realiach, codzienności, ludziach, o tym jak myślą, w co wierzą, co lubią. Głód informacji – to on zwykle pcha mnie do półek z literaturą podróżniczą.

O Tomku Michniewiczu usłyszałam pierwszy raz mniej więcej dwa lata temu. To była krótka wzmianka – fajnie pisze, warto. Utkwiło mi w głowie to nazwisko, a kiedy kolega (sam zafascynowany podróżami) zaproponował mi pożyczenie tej konkretnej książki i jeszcze przywiózł mi ją do domu to wypadało przeczytać. I to szybciej niż zwykle się to dzieje w przypadku połączenia Siem i książki pożyczonej. Przyznam jednak, że najpierw sięgnęłam po drugą przywiezioną przez kolegę pozycję – "Powidoki" Piotra Strzeżysza i nie zaiskrzyło. To fajna książka o podróżach rowerowych, ale czegoś mi w niej brakowało i zapał do czytania opowieści z podróży osłabł, a "Swoją drogą" czekało na jego kolejną falę dokładnie pół roku. Teraz myślę, że gdybym zrobiła odwrotnie kolega czekałby na zwrot książek znacznie krócej.

"Swoją drogą" do łatwych w czytaniu nie należy. Bynajmniej nie ze względu na treść, czy styl, ale na formę w jakiej została wydana. Kredowy błyszczący papier, idealny do eksponowania zdjęć, jest zwyczajnie ciężki i ręka mdleje ;) Żeby nie było – to nie jest spostrzeżenie krytyczne, tylko stwierdzenie faktu. Uprzedzam po prostu wszystkich, którzy być może po nią sięgną. Tyle o stronie "technicznej", a co tak naprawdę jest w środku?

Pan Michniewicz opisuje trzy podróże. Każdą z nich odbywa z kimś, kto na co dzień nie podróżuje w ten sposób, każdą w zupełnie inne miejsce. Całość spięta jest niezwykle zgrabnie wyjaśnieniem skąd pomysł na takie właśnie podróże, czemu akurat te, a nie inne osoby dostały zaproszenie, a ponadto pokazuje autora, jako człowieka, który próbując innych "przekonać" do swego trybu życia, wywołać u nich zrozumienie swych motywacji, sam także się uczy szacunku dla być może niezrozumiałych dla niego decyzji tych właśnie przekonywanych innych. To czyni z książki coś przypominającego fabularyzowaną autobiografię i sprawia, że czyta się ją jeszcze lepiej. Jeszcze, bo autor pisze ciekawie, potrafi snuć opowieść, skakać po skojarzeniach, umiejętnie wybierać kolejność prezentowanych elementów charakterystycznych dla miejsc, które opisuje. Czytając, wchłaniałam obcy świat – czy to była dżungla środkowej Afryki, czy kompletnie dla mnie obca, a nawet nieco sterylna, Arabia Saudyjska, czy bluesowa Ameryka, każde z tych miejsc miałam przed oczami o każdym dowiedziałam się rzeczy zupełnie mi nieznanych, a ciekawych, otwierających oczy i poszerzających horyzonty. Za to jestem autorowi zwyczajnie wdzięczna.

Podziwiam także jego umiejętność dzielenia się sobą z czytelnikiem. Co mam na myśli? Im dalej byłam w tekście, tym lepiej go poznawałam. Jego wątpliwości, może lęki, próby zrozumienia cudzych oczekiwań, nieco poczucia winy, ale też siłę do podejmowania własnych wyborów, spełniania własnych marzeń, robienia po swojemu – jak chcę, nie jak być może powinienem. To wszystko na pewnym poziomie zaczyna być intymne. Długo się wahałam, czy to słowo pasuje, ale nie potrafię znaleźć lepszego. Bo wraz z opisem każdej kolejnej podróży  autor coraz bardziej się obnażał przede mną – czytelnikiem. W pierwszą zabrał starego przyjaciela, w drugą żonę, w trzecią ojca. Pragnął im coś udowodnić, coś pokazać, zmienić coś w ich życiu, pragnął, by poczuli to samo co on – a w przypadku przyjaciela, by ten przypomniał sobie, jakim człowiekiem był kiedyś. Tymczasem efekty były różne. Sam także dowiedział się o sobie i swoich bliskich czegoś nowego. Co nieco te podróże przewartościowały. Podobało mi się jak to wszystko współgrało – opowieści o egzotycznych miejscach i prawda o różnicach między ludźmi i szacunku dla każdego. Dziwny moment, gdy sobie uświadomiłam (i autor chyba też), że łatwiej mu zaakceptować i zrozumieć zupełnie obcą kulturę niż różnicę poglądów między nim, a jego bliskimi.

Przede wszystkim jednak "Swoją drogą" to dla mnie ideał książki podróżniczej, gdyż zawiera odpowiednią dawkę wszystkich składników, które uważam za istotne dla takiej właśnie książki: wprowadzenie geograficzne, historyczne, ekonomiczne, opis tego, co widziały oczy i słyszały uszy podróżnika, jego wrażeń, a do tego brak ocen. To wychodzi panu Michniewiczowi idealnie moim zdaniem. On przedstawia czytelnikowi miejsca i ludzi, tłumaczy obcą mentalność, nieraz prostuje stereotypy, które kształtują w nas media i nie ocenia. To ostatnie szczególnie mocno widać w części dotyczącej Arabii Saudyjskiej – dla mnie zdecydowanie najciekawszej i najwartościowszej ze względu na to ile mnie nauczyła o kraju, który postrzegałam dotąd jedynie poprzez pryzmat bogactwa i skrytych pod burkami kobiet. Cieszę się, że ktoś dał mi możliwość poznania go lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz