Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

sobota, 11 czerwca 2016

Marta Krajewska – "Idź i czekaj mrozów"


Autor: Marta Krajewska

Tytuł: Idź i czekaj mrozów

Rok pierwszego wydania: 2016

Wydawnictwo: Genius Creations, Bydgoszcz 2016

Liczba stron: 501



Przeczytane: 4 maja 2016

Ocena: niezwykle przyjemnie spędziłam z nią czas



„Odwróciła się do starego dębu i uklękła. Podniosła kołacz z serem ponad głowę, po czym złożyła go między korzeniami. Sięgnęła po gliniany dzban miodu.

– Rodzie – zaczęła spokojnie. Nie musiała podnosić głosu, by bóg i zebrani słyszeli jej modlitwę. – Proszę cię o wsparcie w walce, którą zamierzam podjąć zgodnie z twoim nakazem. Przyjmij to jadło i napitek i daj mi siłę, mądrość, spryt i wolę życia.”



Nie oceniaj książki po okładce mówią. I mają rację oczywiście. Zresztą – zupełnie na marginesie – nie przypominam sobie przypadku, gdy okładka zniechęciła mnie do książki, zwykle skądinąd po prostu czerpię zachętę do lektury. Natomiast, owszem, zdarzyło się, że sięgnęłam po książkę, bo okładka obiecywała tajemnice i cuda. W przypadku „Idź i czekaj mrozów” to okładkę zobaczyłam najpierw. Nie wiedziałam wtedy jeszcze nic ani o książce, ani o jej autorce, a okładka umieszczona na fanpejdżu wydawnictwa powiedziała mi: Chcesz to przeczytać. Wszystko mi się w niej podoba – sine szarości zimowe, las, niepokój bijący z prawego roku i wilk. Potem książką się zachwycił Paweł Majka. A ponieważ jego książki ogromnie mi się podobają, to mu ufam, gdy coś poleca. Takie sprzężenie. Bez tej rekomendacji i tak bym „Mrozy” nabyła, ale może bym się dłużej do czytania zbierała? A tak poszło ekspresowo, czekały ledwie miesiąc. A kiedy już się doczekały, to gdyby nie Monsz, zapomniałabym pójść spać.



„– Oczywiście – prychnął szyderczo. – Wystawiłaś dziewczynę, która ci ufa, wilkowi na pożarcie i twierdzisz, że to dla jej dobra?”



„Idź i czekaj mrozów” to książka jakby pisana pode mnie. Książka, w której tło, obyczaje, życie codzienne stanowi jakby dodatkowego bohatera. Wszystko dzieje się powoli, życie wioski w dolinie na końcu świata po prostu się toczy, ludzie się kochają, kłócą, łączą, dzielą, radzą, bawią, rodzą i umierają, a to wszystko podane w przyprawach rodem ze słowiańskich wierzeń. Bo wioska oczywiście nie jest zwykła, pomiędzy ludzkimi mieszkańcami błąkają się stworzenia zdecydowanie nieludzkie  – wcale nie zawsze wrogie – a las otaczający sadyby zamieszkują potwory, przed którymi trzeba się bronić. I to wszystko razem opisywane jest przez autorkę w taki jakiś spokojny, bardzo klimatyczny sposób. Niezwykle łatwo było mi się wkręcić w ten świat, chwycić wszystkie niezwykłości i uznać je za prawdę. Zamknęłam się w Wilczej Dolinie wraz z jej mieszkańcami, którzy zachowują się nieco tak, jakby cały świat zewnętrzny nie istniał, jakby nie było miast za górami, jakiejś cywilizacji, która wszak istnieje, bo jej echa w Dolinę docierają. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że oni jakby zastygli w czasie, a może są jakimś bastionem, fortem granicznym między nowoczesnością (oczywiście nowoczesnością na miarę rzeczywistości świata przedstawionego) a tym co dawne, dzikie, niebezpieczne. W sumie powinnam raczej napisać odwrotnie, bo wyszło jakby tej dawności bronili, acz im dłużej nad tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że właśnie w tę stronę chcę odczytywać wydźwięk „Mrozów”.



„Jada szlochała cichutko, bojąc się wierzyć w jakąkolwiek wspólną przyszłość.

I słusznie, bo nawet gdyby chcieli, nie mieli dokąd uciekać. Przecież właśnie byli na samym końcu świata.”



Sam pomysł na wykorzystanie słowiańskich wierzeń i obyczajów, na osadzenie akcji w realiach naszego rodzimego wczesnego średniowiecza, uznaję za bardzo trafiony. Zwłaszcza, że autorka nie zatrzymuje się na przywołaniu najbardziej popularnych upiorów i demonów, które już nieco się opatrzyły. Sięga po znacznie szerszy aspekt przeszłości – mówi o bogach, o świętach, o rytuałach, a także o codzienności – żniwach, trudnościach przy porodzie, nadawaniu dziecku dorosłego imienia – i robi to opisowo: poprzez zachowania i rozmowy bohaterów. Ot, choćby znaczenie światła – mamy krąg pochodni wokół wioski i mamy odprowadzanie duszy zmarłego na rozstaje przez zaopatrzonego w świecę przewodnika. W ten sposób „Idź i czekaj mrozów” przekazuje czytelnikowi wiedzę o czasach dawnych w sposób łatwy do przyswojenia i zwyczajnie przyjemny. Mogę też rzec, na podstawie własnego doświadczenia, iż jest w stanie skutecznie zachęcić do jej pogłębienia czy odkurzenia.



„Strach i żal, współczucie czy sympatia mogą sprawić, że zawahasz się na ułamek chwili, a wtedy to, co kiedyś było twoim sąsiadem, przyjacielem albo inną bliską osobą, zabije cię z zimną krwią. Bo to się nie zawaha, wierz mi. Więc albo masz miękkie serce i giniesz, albo twardniejesz i żyjesz.”



A co z fabułą? Kręci się ona wokół Vendy, dziewczyny, która staje przed trudną decyzją i dojrzewa do jej podjęcia. Początkowo niechętna, walczy z presją otoczenia, które tak naprawdę zadecydowało już za nią, a jednocześnie nieco bezwiednie podejmuje obowiązki, do jakich przygotowywała się od dzieciństwa, chłonąc wiedzę o leczeniu, odczynianiu uroków i ochronie przed złym. To właśnie podoba mi się w Vendzie najbardziej: że tak naprawdę nie robi nic do czego nie byłaby szkolona, że nie ma w sobie zadatków na bohaterkę, nie epatuje mocą, a jednocześnie kiedy trzeba – działa. Ponadto nie feruje wyroków, nie ocenia arbitralnie działań swoich pobratymców i potrafi się zdobyć na zaufanie instynktowi, kiedy ma do czynienia z istotami demonicznymi. Jeśli czymś mnie zdenerwowała, to faktem, iż uzależniła realizację przepowiedni od tego, czy ona i DaWern będą uprawiać seks, czy nie. Rozumiem doskonale, że wcale nie chciała rezygnować z niego w swoim życiu, ale udawanie, że on jest bezpieczny, dopóki nie będzie między nimi miłości fizycznej to moim zdaniem spora nadinterpretacja, choć skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie podobały mi się ich podchody.



„Kilka dni wcześniej DaWern przytargał jej przed chatę jeszcze ciepłą łanię z rozharatanym gardłem. Kiedy Venda z babskiej czułości zaczęła głośno się martwić, czy aby gdzieś nie pozostało samotne sarniątko, uspokoił ją stwierdzeniem, że sarniątko zjadł sam[...]”



Ta koncentracja fabuły wokół Vendy polega na tym, iż dziewczyna, próbując się dowiedzieć czegoś o sobie i poukładać swoje życie, jednocześnie bierze udział w życiu wioski i rozwiązuje problemy związane z życiem, które mogłabym nazwać nadnaturalnym, gdyby w Wilczej Dolinie wszelkie demony, upiory, powracający zmarli nie byli właśnie jak najbardziej naturalni. W ten sposób czytelnik otrzymuje kilka różnych historii, rozciągniętych w czasie i powiązanych ze sobą poprzez osoby bohaterów i relacje między nimi. Mamy więc historię Wiljo żywcem przeniesioną z ludowych bajek. Mamy Atrę – dziewczynę pragnącą innego życia, niż to, jakie może jej zaoferować wioska na końcu świata, która jednak w pewnym momencie musi się nauczyć, iż jej czyny mają konsekwencje, przed którymi nie da się uciec, a kiedy już się z tym godzi robi to odważnie i stanowczo. Mamy Jadę i wreszcie mamy Stalkę, która wraca do wioski po latach, by rozprawić się z przeszłością. Tak naprawdę w każdej z nich motorem działania są uczucia – miłość: czy to fizyczna, czy pod postacią nagłej fascynacji, czy macierzyństwa, czy młodzieńczego zakochania, czy głębszego zaangażowania. Venda w tych wszystkich historiach pełni rolę kogoś w rodzaju strażnika, stanowi głos rozsądku, pilnując dobra społeczności i równowagi w kontaktach z demonami. Jednocześnie trudno się oprzeć wrażeniu, że wszystko, co dzieje się w „Idź i czekaj mrozów” stanowi jedynie wstęp, coś jak szkółkę, przed tym, co spotka bohaterkę w zapowiadanym już tomie drugim.



I ja teraz siedzę i myślę, co ją spotka? Co złego się stanie? Czy Venda wyjdzie z tego obronną ręką? Polubiłam ją i polubiłam Wilczą Dolinę. Chcę wiedzieć więcej, chcę się jeszcze raz zagłębić w ten wspaniały klimat i jeszcze raz spotkać z bohaterami. Nie będzie zatem niczym dziwnym stwierdzenie, iż czekam na tom drugi z niepokojem i niepewnością.

12 komentarzy:

  1. Gratuluję, (do)przekonałaś mnie do przeczytania i może napisania ;-)
    Urosłaś z zadowolenia? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się. I ja przekonanym się czuję.

      Usuń
    2. Ale wiesz, że to zadziwiające? Daliśmy się namówić na kameralną opowieść :-)

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę, że się daliście namówić ;D Ja tymczasem pod namiotem przeczytałam kolejną powieść Clarke'a - "Pieśni dalekiej Ziemi" - i czuję, że to zapowiedź pięknej przyjaźni.

      Usuń
  2. a tu można kupić i posłuchać :)
    https://ebook.madbooks.pl/idz-i-czekaj-mrozow-audiobook?campaign-id=14

    z kodem "czytawojtek" 10zł taniej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najbardziej spodobał się fakt, że to jest właściwie opowieść o miejscu, których wiele w swoim queście mijają bohaterowie. Taka historia o tym, jak żyć, kiedy akurat nie przejeżdża żaden wiedźmin.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy widzisz wiedźmin jest niepotrzebny jeśli w pobliżu mieszka Babunia Jagódka… Niestety to mnie trochę martwi, patrząc na opisy i wpisy trochę się zafiskowałem na Wilżyńską Dolinę. Wiem, że wygląda to zupełnie inaczej, ale nie chciałbym porównywać żadnej autorki z Anną Brzezińską, bo to byłoby niesprawiedliwe od razu na starcie ;-)

      Usuń
    2. Bo wiedźmini są dobrzy na sporadycznie pojawiające się straszydła. Kiedy straszydła zamieszkują okolicę na stałe, nie ma wyjścia, trzeba wyewoluować jakąś Babunię Jagódkę.
      Ale masz rację, nastawianie się na drugą Brzezińską jest nie fair wobec Krajewskiej. Ale w przyszłości, kto wie?:)

      Usuń
    3. Świetne to o wiedźminach :-) Mogę pożyczyć do swojego wpisu? Z podaniem autorki oczywiście.

      Usuń
    4. Ależ bardzo proszę, będę zaszczycona.^^

      Usuń
    5. Moreni, w pełni się z Tobą zgadzam, dla mnie też właśnie to stanowiło magię opowieści.

      Usuń
  4. Mnie akurat okładka się nie podoba.
    http://seczytam.blogspot.com/2016/06/marta-krajewska-idz-i-czekaj-mrozow.html

    OdpowiedzUsuń