Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

niedziela, 11 września 2016

Problem z gwiazdkowaniem na portalu "Lubimy czytać", czyli garść mętnych tłumaczeń

Przypadkowy fragment naszej za małej biblioteczki
Od jakiegoś czasu blog leży odłogiem, a ostatni wpis dotyczący książki jest sprzed trzech miesięcy. Równo. To kwartał... Napisałam to i dotarło, że to ogromnie dużo. Ćwierć roku! Czy to znaczy, że nie czytam?

Nie, absolutnie nie! Czytam!

Clarke'a czytam ("Pieśni dalekiej Ziemi" są po prostu wspaniałe, a "Wyspy na niebie" trącą myszką, ale niewątpliwie już wtedy pan Clarke miał dar do zakończeń), Strugackich czytam (Pierec, Kandyd i ich Las kupili mnie zupełnie i wiem, że to taka lektura, do której się wraca), polskie młode pisarki czytam (są naprawdę zachwycające! I "Redlum" Kasi Rupiewicz tak znamy się, ale od niedawna i to naprawdę nie ma znaczenia i "Asystenta czarodziejki" Aleksandry Janusz też się zresztą znamy choć nie osobiście, a z NaNoForum polecam z całego serca: rozrywka na poziomie, bohaterowie wiarygodni i do polubienia, a do tego nic nie wzbudziło moich wątpliwości w trakcie lektury). Ponadto pożarłam cienką książeczkę z morskim tłem, czyli "Rejs na koniec świata" Andrzeja Kuczery, znalezioną wśród rodzinnych pamiątek, siódmy tom przygód smoka Temeraire'a (niestety coś sprawia, że mój odbiór głównego bohatera mocno się zmienił na minus, choć ogarniam drogę jego przemiany) i pierwszy tom powieści R. Scotta Bakkera "Mrok, który nas poprzedza".

Ta ostatnia pozycja ostatecznie przekonała mnie, że nie potrafię się dogadać z gwiazdkowaniem na popularnym portalu dotyczącym książek "Lubimy czytać". Od razu zaznaczę (gdyby ktoś próbował mieć wątpliwości), że idea portalu ogromnie mi się podoba (gdyby się nie podobała, nie zakładałabym konta). Mogę sobie dzięki niemu grupować przeczytane książki, podglądać, co myślą o nich inni czytelnicy, kierować się gustami znajomych, których sympatie i preferencje są mi znane, a przede wszystkim układam się tam z własnym odbiorem, tworząc krótkie opinie o przeczytanych utworach. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie te gwiazdki. A właściwie nawet nie tyle gwiazdki, a określenia, które im towarzyszą. 

"Beznadziejna" "bardzo słaba" "słaba" "może być" "przeciętna" "dobra" "bardzo dobra" "rewelacyjna" "wybitna" "arcydzieło".

Naprawdę? No przecież nie! Przecież to, że w moim rankingu coś jest słabe nie znaczy bynajmniej, że jest takie w rzeczywistości, a więc dla każdego. To, że mnie się nie podobało oznacza tylko tyle, że MNIE się nie podobało. Jeśli ktoś ma podobny gust do mojego może przypuszczać, że daną książkę odbierze podobnie i tyle. Teoretycznie mogłabym się nie przejmować nazwami, ale nie potrafię. Widzę je i odrzuca mnie ich arbitralność to że zdają się głosić prawdę absolutną. Mimo dwuletnich prób niezwracania na nie uwagi nie jestem w stanie zapomnieć o słowach, które ktoś uczynił definicją ilości gwiazdek. Nie wiedzieć czemu nie jestem też w stanie po prostu odpuścić sobie gwiazdkowania. Niech będzie, że to moja słabość jeśli wchodzę w jakąś społeczność mam przymus stosowania się do jej zasad. Na domiar złego jakiś czas temu zarejestrowałam się także na portalu Goodreads.com i zobaczyłam, że da się inaczej "nie podobała mi się/nie lubię" "była w porządku" "podobała mi się/lubię" "bardzo mi się podobała/bardzo lubię" "była wspaniała". To całkowicie położyło moją wiarę w to, że dogadam się z gwiazdkami LC. 

Zatem niniejszym ogłaszam najbardziej sama dla siebie, bo w sumie kogo jeszcze mogłoby to interesować moją własną interpretację gwiazdek na portalu "Lubimy czytać":

Dwie gwiazdki nie lubię/nie podoba mi się;
cztery gwiazdki doceniam, ale nie lubię;
sześć gwiazdek lubię/podoba mi się/miałam uciechę przy czytaniu;
osiem gwiazdek bardzo lubię/podoba mi się/miałam mnóstwo uciechy przy czytaniu;
dziesięć gwiazdek absolutny hit w moim prywatnym rankingu.

A teraz wracam do lektury "Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął" Jonasa Jonassona, bo uznałam, że czas wrócić do ogarniania wyzwań czytelniczych, które podobnie jak blog porosły mchem. Spodziewajcie się niedługo notki! 

EDYCJA 25.09.2016:
Wytrzymałam z wymyśloną przeze mnie metodą gwiazdkowania może jakiś tydzień. I się poddałam kompletnie, a może wyzwoliłam ;) Nie daję gwiazdek na LC, usuwam te już wystawione (oczywiście książki zostają, znika tylko ocena punktowa).

6 komentarzy:

  1. O, dokładnie tak - ubrałaś w słowa przyczynę, dla której nie mam konta na LC. ;)
    Goodreads bardzo cenię za subiektywność, z którą nie trzeba się kryć. Często mam tak, że jakaś książka podoba mi się mimo tego, że wiem, że obiektywnie dobra nie jest i ma dużo niedoróbek. Ale uderzyła we właściwą strunę, nie potrafiłabym dać niskiej noty. "Podobało się" pasuje jak ulał. Oceniam doświadczenie czytelnicze, nie książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - moje własne doświadczenie, nie jestem wykształconym krytykiem, tylko przeciętnym odbiorcą. Kimś kogo można kupić jedną rzeczą tak, że nie zauważy innej albo przymknie oko. A jeśli coś akurat we mnie wzbudza negatywne uczucia nie znaczy, że dana książka nie znajdzie się u kogoś innego na samej górze. W sumie najważniejsze i tak są ubrane w słowa mini-opinie :)

      Usuń
    2. Swoją drogą - dziś na fejsbukowym profilu znajomej odbyła się bardzo ciekawa dyskusja o mniej-więcej tym - czym się różni odczucie od analizy (i że na grupie Polska Fantastyka nie wszyscy widzą to rozróżnienie ;)). Mam wrażenie, że oceny na LC udają to drugie, podczas gdy są tym pierwszym.

      Usuń
  2. Ja mam podobne problemy z Goodreads. Od pewnego czasu używam więc gwiazdek tamtejszych z pełną dezynwolturą, dowolnością i zmiennością.

    Poza tym uważam, że w przypadku książek (i nie tylko) wszelkie oceny kwantyfikowalne nie mają sensu i służą raczej serwisom niż czytelnikom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie te na Goodreads są w porządku. Mówią tylko o moim stosunku do danej książki po jej przeczytaniu, czy tam w chwili ich wystawiania. Ale obserwując rozwijającą się w temacie dyskusję to chyba jednak po prostu przestanę gwiazdkować gdziekolwiek.

      Usuń
  3. Aż głupio dać te 10 gwiazdek, jak się zobaczy opis "arcydzieło", no nie?

    OdpowiedzUsuń