Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Dzień dobry, 2018

Pierwszy stycznia. Wow.

To ja może spróbuję dokonać podsumowania. Bo to dobry pomysł na 650 słów, które są mi potrzebne, by ubić Winter Wignowa na 4thewords.com (tak, lokuję produkt, bierzcie, wszyscy, który piszecie i nie od rzeczy byłoby dla Was przy okazji się trochę pobawić bonusowo).

Na blogu pojawiło się całe 13 wpisów. Przypominam, że to o jeden więcej niż jest miesięcy w roku, a więc mamy tu do czynienia z pierwszym znaczącym sukcesem ;) 5 z tych wpisów dotyczy książek, które przeczytałam, ale wcale nie oznacza to, że tylko tyle przeczytałam! Przeczytałam 47. Zakładałam, że przeczytam 48, więc jest dobrze. Głównie była to fantastyka, co nie powinno nikogo dziwić. Pełna lista do wglądu na Goodreads. Numer jeden? Uf uf. Dom z liści bo puzzle układające się w historię. Piąta pora roku bo narracja. Olga i osty bo tak bardzo napisana dla mnie, choć przecież wcale nie dla mnie. Aposiopesis bo ubawiłam się przy niej setnie. Co się komu śni i inne historie bo życia nie pokona żadna fikcja i dobrze sobie czasem o tym przypomnieć. Największy zawód Obietnica krwi. Bo taki intrygujący świat i tak totalnie wyzuci z życia bohaterowie. Szkoda.
Na przyszły tok zakładam przeczytanie 36 książek. Chciałabym żeby przynajmniej 6 z nich było pisanych w języku angielskim. Czuję potrzebę rozwijania kompetencji językowych. Niech będzie odbiorczych. Bo z nadawaniem to ja już pewnie nigdy nie będę się czuła swobodnie, ale walczyć warto. Chciałabym też pisać o nich więcej słów. Mam wrażenie, że notatki zostawiane na Lubimy Czytać, czy Goodreads stają się coraz krótsze. Nad tym popracuję w 2018. No i nad tym, żeby jednak dokończyć te wiszące od 2015 wyzwania czytelnicze. Chętnie bym sobie jakieś nowe wymyśliła, a tu wiszą mi tamte. Przy okazji Przyjacielu, który podarowałeś mi Koran do Słoika Podrzutków. To jednak jest swego rodzaju sabotaż :P

W 2017 zaczęłam intensywniej oglądać seriale. Kontynuowałam sobie zaczęte w roku poprzednim Elementary (genialne, jak dla mnie przełożenie Holmesa na współczesność), zaliczyłam sporo Hannibala (odpadłam w połowie trzeciego sezonu), Czarne Lustro (dobrze, że zaczęłam od trzeciego sezonu, bo pierwszy był dla mnie za ciężki i mogłabym nie dotknąć nawet drugiego, ani też nie cieszyć się teraz na czwarty), kończę drugi sezon Grimm (czuję, że odpadam, ale jeszcze mi sprawia przyjemność patrzenie na dobrego policjanta), oczywiście rzuciłam się na ST Discovery (i fangirluję kapitana Lorcę) a przy okazji na Orville, który jest zdecydowanie najlepszym, co mi się przydarzyło w serialowych sprawach. Seriale nie trzymają mnie przy sobie tak jak książki. Znacznie łatwiej mi z nich zrezygnować. Ot nagle odkrywam, że zapomniałam obejrzeć kolejny odcinek i nic się nie stało. Żadnego nieba na głowie, ani drżącego w posadach świata. Wychodzi na to, że jestem lepszym czytaczem niż oglądaczem.

Kina też raczej unikam. Wciąż ten sam problem na ogół jest za głośno i za świetliście. Wychodzę z bólem głowy. A jednak parę filmów widziałam. Starannie wyselekcjonowanych. Oczywiście The Last Jedi i jestem na tak. Siem lat 10 i Siem lat 39 na takich historiach bawią się tak samo. Wchłaniając i absolutnie nie szukając logiki. A Kylo Ren powinien stworzyć nowe imperium i już. Byłam też na Loganie (jako człowiek, który żyje poza universum Marvela, bawiłam się świetnie, uwielbiam sceny bijatyk z tego filmu) oraz na Królu rozrywki i zdecydowanie jest to film dla mnie: śpiewają, tańczą i ślicznie wyglądają z tych wszystkich kolorowych strojach. No i połowa XIX wieku. Kaman. Po co komu fabuła do tego zestawu. To nie kino moralnego niepokoju tylko rozrywka w czystej postaci, jaką zapewniał ludziom pan P.T. Barnum. Mimo starań nie potrafię sobie przypomnieć więcej razów w kinie. Nie wykluczam, że o czymś zwyczajnie zapomniałam, bo nie mam zwyczaju notować filmów, a może szkoda.

W 2017 odkryłam też radość konwentów fantastycznych. Nie wiem dlaczego do tej pory ukrywałam się w norze pod kamieniem, skoro tak łatwo jest spotkać ludzi, z którymi można podzielić się pasją. Policzyłam to ostatnio i ze zdumieniem odkryłam, że byłam na 9 różnych imprezach i z każdej wracałam z naładowanymi akumulatorami i chęcią na więcej. Niniejszym oznajmiam, że jestem ogromnie wdzięczna za każde zaproszenie Cytadela, Imladris, Opolcon będę Was sławić zawsze i wszędzie. Fantastyczne imprezy w fantastycznych miejscach. Moja przygoda nie byłaby tak wybuchowa, gdyby nie fakt, że zaczęłam regularnie bywać w Śląskim Klubie Fantastyki. To już decyzja z korzeniami w 2015, a pierwszą wizytę zaliczyłam w styczniu 2016, więc szykuje się śliczna druga rocznica, ale będę to podkreślać ile razy się da: była genialna. A jeśli o łączeniu się w grupy w zeszłym roku zaproszono mnie do Fantastic Women Writers of Poland, znanych jako Harda Horda. Dziękuję raz jeszcze. Dumnam i szczęśliwam.

Poza konwentami podróżowałam też w starym dobrym stylu architektura obronna, porty, statki. Z okrętami było w tym roku nieco słabiej, ale za to po pierwsze widziałam Niezatapialną w Ratyzbonie, a po drugie prowadziłam rzeczny statek wycieczkowy osobiście własnymi ręcami. Wakacje spędziliśmy w Polsce, robiąc piękny, wygięty na północ łuk między Zamościem a Zieloną Górą. Największe odkrycie Grudziądz i muzeum farmacji w Białymstoku. Największe wzruszenie kościół w miejscowości Krupe. Wciąż mam plan, żeby spisać z notatek zeszytowych pełnoprawną relację i wrzucić ją na bloga w ramach zimowych wspominek. W częściach, bo było tego naprawdę sporo ponad 50 zwiedzonych obiektów.

Na koniec podsumowanie pisarskie. Po pierwsze, mam za sobą wydanie pierwszej powieści i tę radość, którą niesie ujrzenie własnego nazwiska na książce stojącej na półce w księgarni. Przyznam, że spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego. A tymczasem trzeba było ustawić konisie do zdjęcia, nie było czasu na jakieś tam dzikie emocje ;) Założyłam sobie kiedyś, że moja książka ukaże się zanim skończę czterdzieści lat. Nie miałam wtedy nawet pomysłu na powieść, pisywałam opowiadanka blogowe. Dopięłam swego. Mogę umrzeć spełniona, albo wymyślić coś nowego. Na początek napiszę Nieuniknione, którego pierwszy tom udało mi się skończyć w trakcie zeszłorocznego NaNoWriMo! Wreszcie! Trudno się wraca do tekstu przerwanego w pół zdania dwa lata wcześniej. Ale zrobiłam to. Na ten rok planuję tom drugi. Co jeszcze napisałam? Niewiele, przyznaję. Szorta pt.: Zbynio, który ma się ukazać w lutym w Silmarisie oraz opowiadanie Biuro podróży, które wygrało sobie miejsce w siódmym tomie Fantazji Zielonogórskich. Końcem roku pracowałam też intensywnie nad opowiadaniem bez tytułu, które zamierzam posłać na wewnętrzny konkurs sekcji literackiej ŚKF. Mam czas do końca stycznia, żeby dokończyć i stać się z niego zadowolona na wyższym poziomie niż PIIIIISK, ale miałam zajefajny pomysł! Wyniki w marcu. Z wcześniej napisanych opowiadań w Esensji ukazało się Kiedy gwiazdy się na niebie..., a w Szortalu Nuk. Jeśli chodzi o planowane w 2018 publikacje, to poza wspomnianym już Zbyniem, w antologii projektu Fantazmaty ukaże się moje opowiadanie Dom, a wydawnictwo Genius Creations zapowiada wydanie antologii z tekstami z konkursu Ten pierwszy raz, więc Wow! także ujrzy światło dzienne. Pod względem pisarskim trudno nazwać 2017 dobrym rokiem. Pomysły kiełkowały, dojrzewały, umierały. Rzadko za coś się brałam. Znacznie więcej czytałam, także rzeczy niewydanych. Nie będę się rozwodzić nad swoją blokadą. Minęła, ale to i tak nie znaczy, że jestem w stanie stale pisać na podobnym poziomie zaangażowania w samo stukanie na klawiaturze. Prace koncepcyjne, inkubacja zajmują dużo sił przerobowych, a zbyt wiele rzeczy pozapisarskich zajmuje czas

Plany na 2018 pod tym względem są za to dość konkretne. Drugi tom Powstrzymać nieuniknione, powieść Przygody niewiarygodnej Pike ze steampunkiem w kosmosach, bo dobro+dobro=dobro2 (jest prawie gotowa, to będą prace redakcyjne) i pięć różnych opowiadań, ale o nich będę mówić, jak już zacznę w nich dłubać. Mogę tylko powiedzieć, że przynajmniej dwa nie będą fantastyczne, ale utrzymane w klimatach moich obyczajówek, które można przeczytać na forum Literka. Mało? Dużo? Wystarczająco. Plany są dobre, bo systematyzują, nawet jeśli potem nic z nich nie wychodzi. Albo prawie nic. Ale zawsze trochę.

To tyle ode mnie

Dobrego Nowego Roku. Niech będzie najlepszy. I jeszcze skradzione z fejsa Wącham książki przesłanie:




PS. Ubiłam dwa Winter Wignowy i jednego Winter Frizi. Prawie mam mikołajową czapkę!

2 komentarze: