Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

wtorek, 9 stycznia 2018

Harry Harrison – "Stalowy Szczur"

Autor: Harry Harrison
Tytuł oryginału: The Stainless Steel Rat
Rok pierwszego wydania: 1961
Wydawnictwo: Amber, Warszawa 1994
Liczba stron: 170
Tłumaczenie: Jarosław Kotarski

Przeczytane: 25 listopada 2017
Ocena: to musiała być fajna przygodówka dawno dawno temu... 

"Gdy drzwi do biura otworzyły się gwałtownie, zrozumiałem nagle, że skończyły się dobre czasy. Pomysł był niezły, a dochody piękne, lecz należało zaliczyć to do wspomnień. Do środka wszedł gliniarz, a ja, wsparty wygodnie w fotelu, posłałem mu na powitanie promienny uśmiech. Gość był taki sam jak wszyscy gliniarze – ciężki chód, równie ciężki pomyślunek i ten wyraz twarzy, jakiego nie powstydziłby się kuchenny piec, i jeszcze całkowity brak poczucia humoru. Nim zdążył się odezwać, prawie wiedziałem, co powie."

Są takie książki, które należy czytać w odpowiednim czasie albo wcale. Dla mnie taką właśnie pozycją zdecydowanie jest Stalowy Szczur. Napisany w 1961 roku, w Polsce po raz pierwszy wydany w 1990, kiedy ja miałam lat dwanaście i z całą pewnością czytałabym tę książkę w zupełnie inny sposób jak teraz. Jest spora szansa, że bym ją zapamiętała, jako fajną przygodówkę w kosmosach, acz nie wątpię, że gdybym zaczęła ją czytać po raz wtóry w starszym wieku, czar Stalowego Szczura by prysł. 

"Pozbyłem się kapiącym przepychem rzeczy i widziałem czarny galowy uniform admirała Floty Kosmicznej Lig. Był kompletny, licząc w to złoty sznur, akselbanty, odznaczenia i wszystkie niezbędne papiery."

Pierwszy problem miałam z bohaterem, który zwyczajnie niczym mnie nie kupił, a sposób w jaki opowiadał swoją historię mnie drażnił. Merysój. Tyle zasadniczo mam do powiedzenia. I wydaje mi się, że merysój w stanie czystym, co tak naprawdę w mojej opinii rzadko się zdarza. Zwykle tak naprawdę bohaterowie mają w sobie coś jeszcze, coś, czym jakby odkupują się w moich oczach. Coś za co ich lubię. A Jima diGriza nie polubiłam kompletnie za nic. Z drugiej strony – to taki typ bohatera. Kosmiczny rewolwerowiec/kowboj spod ciemnej gwiazdy. Przecież całkiem sporo z bohaterów westernów lat sześćdziesiątych mniej więcej tak jak on się zachowywała. Tylko, że być może akurat w tym przypadku fajniej się patrzy niż czyta.

Drugi problem miałam z bohaterką. Ta książka ma już prawie sześćdziesiąt lat, więc dość bezczelnie pozwolę sobie na spoiler. Biedna Angelina została groźnym przestępcą, bo była brzydka. To ją tłumaczyło. Bo właściwie, co innego miała do roboty, jak ukraść kasę na operację plastyczną. Ba. W głębi serca wciąż była tamtą dziewczyną, która chciała prawdziwego uczucia, a nie oferowanego jej przez rozlicznych mężczyzn pożądania dla sztucznie poprawionego ciała. 

"Angelina, mój kochany kowboj, jeżeli w ogóle jeszcze o mnie myślała, to jedynie jako o obłoku szarego dymu ulatującego z lokalnego krematorium."

Trzeci problem miałam z narracją. Ten typ pierwszoosobówki, który od trzecioosobówki spersonalizowanej różni się jedynie końcówkami. Nie lubię po prostu.

Natomiast nie ukrywam, że rywalizacja Szczura z Angeliną, ich przyciąganie i odpychanie, udowadnianie sobie, kto lepszy, a także motyw niestałości Szczura w kwestii współpracy z Agencją do zwalczania resztek przestępczości w niemal idealnym świecie są przyjemną przygodową bazą i rozumiem, dlaczego ta książka mogła się podobać. Dla mnie po prostu było już na nią za późno. Co nie zmienia faktu, że pragnę pięknie podziękować temu, kto mi ją wrzucił do słoika podrzutków (APELUJĘ O UJAWNIENIE SIĘ!). To jakby nie było jeden z klasyków powieści fantastycznych i cieszę się, że już wiem, co to takiego.
 
 
PS. Jako kolejną pozycję ze Słoika Podrzutków wylosowałam Koran. Przyznaję się od razu – zostawiam go sobie na koniec. Dokonałam drugiego losowania i wreszcie przeczytam "Jonathana Strange'a i pana Norrela" :)

2 komentarze:

  1. Książka nie brzmi zachęcająco i też jestem ciekawa, kto Ci to podrzucił. Też bym coś podrzuciła, tak swoją drogą! Tylko za daleko mi fizycznie do Ciebie :P
    "Jonathana Strange'a..." mam na półce, czytamy równolegle? :D Potrzebuję motywacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pff. Za daleko...
      Czytanie równoległe - propsuję! Proponuję zacząć 1 lutego, do tego czasu uporam się z obowiązkami pisarskimi!

      Usuń