Wiem, wiem. Boisz się popełniać błędy. Nie bój się. Błędy się opłacają. Człowieku, kiedy byłem młodszy, rzucałem moją ignorancję ludziom w twarz. Tłukli mnie bez litości. Ale z czasem, gdy doszedłem już do czterdziestki, mój tępy instrument stał się wyostrzoną szpadą. Jeśli będziesz ukrywał swą ignorancję, nikt cię nie uderzy i nigdy niczego się nie nauczysz.
Ray Bradbury

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Dawno mnie nie było

Market w pobliżu średniej wielkości osiedla. Do kobiety przeglądającej półki z nabiałem podchodzi staruszka. Szczupła, wręcz wychudzona, z podkrążonymi oczami, włosami w nieładzie, w za dużych spodniach związanych gumką. Prosi o kupienie jej czegoś do jedzenia. Mówi, że jest głodna, że dzieci, z którymi mieszka dają jej do jedzenia resztki. Skórki chleba, nic więcej. Kobieta kupuje dodatkowo parę plasterków sera, pętko kiełbasy. Współczuje staruszce. Może myśli o tym, że takie dzieci to przekleństwo. Może jest jej trudno uwierzyć, że tak może być, ale przecież ma przed sobą żywy dowód. Staruszka zalewa się łzami. Dziękuje wylewnie. Potem wraca do swojego domu. Nie wypakowuje z kieszeni sera ani kiełbasy. Tak naprawdę zapomina o nich, gdy tylko wyjdzie z marketu.

Ta staruszka to moja mama.
Mama jest chora. Depresja, otępienie, diagnoza mówiąca o chorobie Alzheimera. Powinna mieć stałą opiekę, ale wciąż nad tym pracujemy, bo żadne z nas nie jest w stanie zrezygnować z pracy  – to po pierwsze. Po drugie, jakkolwiek to zabrzmi, szczerze uważam, że żadne z nas nie powinno rezygnować ze swojego życia, by poświęcić je jedynie na opiekę nad mamą. Robimy tyle, ile jesteśmy w stanie. Jesteśmy w stałym kontakcie z MOPS, szykujemy się na objęcie mamy opieką DPS, regularnie odwiedzamy neurologa i psychiatrę. Na razie mama mieszka z moim bratem. Ja pilnuję wizyt lekarskich, dostępności leków, jestem pierwszym pogotowiem, gdy dzieje się coś nietypowego. Na przykład wtedy, gdy mama dostaje ataku szału na ulicy, rzuca się na ziemię, krzyczy i uderza pięściami. Albo wtedy, gdy coś w maminym pokoju zaczyna znienacka niepokojąco pachnieć i pośród wszystkich nagromadzonych przez mamę rzeczy brat nie jest w stanie samodzielnie namierzyć miejsca, w którym mama ukryła wazonik z odchodami. Albo, kiedy mama wyjdzie z domu i niepokojąco długo nie wraca. Nigdy nie wiem, kiedy spadnie na mnie kolejna bomba.

Ten wpis to taki jakby coming out. Trochę też próba wyjaśnienia coraz dłuższych przestojów na blogu. Staram się nie rezygnować z siebie, z działań, które nadają mojemu życiu sens, ale priorytety układają się czasem poza mną. I są niepodważalne, jak to priorytety.

Przede wszystkim jednak zdecydowałam się na takie intymne wynurzenia, bo mam wrażenie, że może komuś tym pomogę.

Może komuś, kto ma taki problem z własną mamą/tatą/babcią – poczuje, że nie jest sam, że gdzieś jest ktoś, kto rozumie, bo też przeżywa taką sytuację. Bo to nie jest łatwe do ogarnięcia dla osób, które podobnych doświadczeń nie mają. Dla mnie najgorsza jest nienaturalność sytuacji, w której stałam się matką własnej mamy. Bo tak – to ja ją regularnie kąpię, tulę, jak małe dziecko, szukające pocieszenia, oglądam z nią filmy dla dzieci, bo te jest w stanie zrozumieć. To nie tak, że nie ma w tym pozytywnych emocji. Ale wszystko stoi na głowie. Jest też aspekt maminych opowieści. Mama mówi o nas źle na zewnątrz. O nas dzieciach. Jesteśmy wyrodni. Traktujemy ją jak śmiecia. Okradamy. Głodzimy. W takie opowieści odruchowo się wierzy. Mało to się słyszy o takich przypadkach? O żerowaniu na emeryturze niepotrafiącej się bronić starszej osoby? Tak, pilnujemy konta mamy. Nie pozwalamy jej na samodzielne decydowanie o jej pieniądzach. Nie jest w stanie gospodarować, nie jest w stanie płacić rachunków, ostatnie buty jakie sama sobie kupiła były na nią o 4 numery za duże. My wiemy, że nie robimy niczego złego. Otoczenie traktuje nas różnie i niewiele możemy na to poradzić. Może więc ktoś, kto ma podobną sytuację jak my, przeczyta to i choć przez chwilę poczuje coś jak wsparcie z mojej strony – wsparcie kogoś, kto po prostu ma tak samo. A jeśli chciałby pogadać: siemomysla(at)gmail.com.

A może pomogę komuś, kto czuje się niepewnie „atakowany” przez starszą osobę prośbami i zbytnią wylewnością. Mama często przekracza granice – dotyka obcych, przytula, opowiada o sprawach, których nie wyznaje się przypadkowo napotkanym ludziom. Jeśli coś takiego Was spotyka/spotkało – warto pomyśleć, że to choroba, że to nie jest zależne od tej osoby, że nie chciała Wam ubliżyć, ona nawet nie wie, że jej zachowanie może wzbudzać zażenowanie, wywoływać odruch obronny.
Mówi się o tym, że choroba Alzheimera to choroba całej rodziny. Tak jest. Unikam moich ciotek, bo w pewnym momencie rozmowy o mamie zaczęły się kończyć awanturami. Wszelkie plany moje i brata, a więc i naszych rodzin są uzależnione od mamy. Ktoś musi być na miejscu. Psychiczne obciążenie, presja otoczenia i początkowy totalny brak zrozumienia naszej sytuacji (czy uwierzycie, że obce osoby, uważające się za przyjaciółki mojej mamy, uważały, że mają prawo żądać ode mnie dokumentów medycznych i tłumaczenia się z decyzji, jakie podejmuję w sprawach mamy?) zaowocował tym, że i ja zaczęłam leczyć depresję. Z drugiej strony, nie da się ukryć, że dzięki chorobie mamy częściej widuję brata i jego rodzinę. Taki promyk słońca w tym dość burzowym świecie.

Mam wrażenie, że wciąż i wciąż za mało się mówi o problemach osób starszych i o tym, że nie dotyczą one tylko tej jednej konkretnej starszej osoby. Szukałam jakiegoś wsparcia. Grupy spotykają się w godzinach przedpołudniowych. To chyba jakiś żart. Pracuję od 6:30 do 14:30. Czy naprawdę założenie jest takie, że w rodzinie z Alzheimerem ktoś powinien oddać swoje życie za życie chorego? I że tylko jemu należy się wsparcie? Swoją drogą, co zrobić z osobą chorą, jak się jedzie na grupę wsparcia?

Dobrze. Skończę zanim się rozżalę, bo nie o to mi chodziło. 

Będę działać dalej, bloga ani nie zamykam, ani nie zawieszam. Wciąż planuję wyjazdy na konwenty i staram się pisać, choć to ostatnie jest bardzo trudne – wymaga skupienia; koncentracji myślowej i uczuciowej na historii, którą chcę przekazać, a teraz moją głowę zaprząta jednak głównie mama. Całkiem niedawno zaliczyłam poważny sukces – koordynowałam program Śląskich Dni Fantastyki i uważam, że wyszło mi to bardzo dobrze, a następnym razem bogatsza o doświadczenie zrobię to lepiej. Jeśli oczywiście Klub mnie powoła ;)

Nie wiem, kiedy znów napiszę. Ale a nuż wcale niedługo ;)

Do przeczytania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz